Dwugłos na temat skuteczności nauczania języków obcych w szkołach publicznych

Numer JOwS: 
str. 116

Na początek krótkie wyjaśnienie genezy tego artykułu. W maju 2015 r. stowarzyszenie PASE (Polish Association for Standards in English) zorganizowało w Warszawie kongres języków obcych. W jego trakcie odbyła się burzliwa debata pod hasłem: Czy w polskiej szkole publicznej można nauczyć się języka obcego?

Pobierz artykuł w pliku PDF

Jak można się było spodziewać, to hasło wywołało znaczne zainteresowanie uczestników kongresu. Debacie przysłuchiwało się ponad 200 nauczycieli, lektorów, metodyków, właścicieli szkół językowych i innych osób związanych z edukacją językową. Oprócz wystąpień panelistów doszło do szeregu spontanicznych wypowiedzi osób z audytorium. Redakcja JOwS zaproponowała przeniesienie rozpoczętej podczas konferencji dyskusji na łamy czasopisma. Zaprosiliśmy do podzielenia się swoimi spostrzeżeniami na temat stanu polskiej edukacji językowej dwóch uczestników panelu: dra Grzegorza Śpiewaka oraz Marcina Zaróda, którzy poniżej prezentują swoje odpowiedzi na tytułowe pytanie debaty.

 

 

Języki (wciąż…) obce!

Grzegorz Śpiewak

Zostałem zaproszony przez redakcję JOwS do napisania niniejszego artykułu w rezultacie mojego udziału – jako jednego z panelistów – w niedawnej debacie zorganizowanej przez stowarzyszenie PASE. Zanim jednak przedstawię swoje zdanie, wypada przypomnieć, skąd w ogóle pomysł, by tego rodzaju kontrowersyjne pytanie – bynajmniej nie retoryczne, jak się okaże za chwilę – postawić w obecności osób, które przynajmniej w części są odpowiedzialne za efektywność dydaktyki językowej.

Stowarzyszeniu PASE zdecydowanie chodziło o coś więcej niż tylko o zapewnienie dużej frekwencji w czasie debaty poprzez odpowiednio „zaczepny” temat. Impulsem do postawienia pytania o skuteczność nauczania języków obcych w szkole publicznej były dwa projekty badawcze dotyczące uczniów kończących III etap edukacji, a tym samym obowiązkową naukę w polskiej szkole. Wynik pierwszego z tych badań – European Survey on Language Competences (ESLC 2011) – jest dość zawstydzający dla polskich gimnazjalistów, a zatem pośrednio także dla ich nauczycieli języków obcych i tym samym dla całego systemu nauczania w szkole publicznej. Wynik drugiego projektu – według opublikowanego przez Centralną Komisję Egzaminacyjną (CKE) oficjalnego sprawozdania z wyników egzaminu gimnazjalnego 2014[1] – jest co najmniej zaskakujący właśnie jeśli chodzi o języki obce i jako taki domaga się pilnej refleksji i interpretacji. Majowa debata miała na celu pobudzenie tego rodzaju krytycznej refleksji w środowisku „językowców” i stanowić wstęp do szerszej dyskusji publicznej. Moja wypowiedź w trakcie debaty była w znaczącej części subiektywnym komentarzem do tych dwóch ważnych badań, zacznę więc od przypomnienia kluczowych faktów i danych.

W badaniu ESLC polscy gimnazjaliści uplasowali się na końcowych pozycjach wśród swoich rówieśników z pozostałych 13 krajów, a co najbardziej zasmucające: ponad jedna czwarta badanych nie osiągnęła nawet najniższego mierzalnego poziomu kompetencji językowej, czyli A1 w skali ESOKJ, jeśli chodzi o umiejętności rozumienia ze słuchu, rozumienia tekstu pisanego i tworzenie wypowiedzi pisemnych. Właśnie te trzy kluczowe umiejętności były przedmiotem badania ESLC. A co z umiejętnością mówienia w języku obcym? – można by zapytać. Tym bardziej że w powszechnym odbiorze znać język obcy oznacza przede wszystkim porozumiewać się nim w mowie (standardowe pytanie o znajomość języka angielskiego to: Do you speak English? – nie: read, listen czy write). Ten fakt bardzo mocno podkreślaliśmy w trakcie majowej debaty, zwłaszcza że – jak wiemy – nawet w zreformowanej polskiej szkole pomiar sprawności mówienia w języku obcym pojawia się dopiero na egzaminie dojrzałości[2]. Badanie ESCL sprawności mówienia również nie obejmowało, ale Polska jako jedyny spośród badanych 14 krajów takiej analizy się doczekała dzięki Instytutowi Badań Edukacyjnych, który w 2011 r. przeprowadził Badanie umiejętności mówienia (BUM) na podgrupie gimnazjalistów objętych głównym badaniem ESLC. Jego wyniki są równie przygnębiające. Największa grupa (41 proc.) została przypisana do poziomu A1, a zatem – jak piszą autorzy raportu (Chandler i Ellis 2014) – do poziomu poniżej obecnie oczekiwanego od absolwentów gimnazjum, który obowiązująca podstawa programowa określa jako A2/A2+ (Chandler i Ellis 2014:3). Poziom oczekiwań osiągnął jedynie co trzeci uczeń, zaś co czwarty wypowiadał się na poziomie odpowiadającym poziomom B1 lub B2, a więc poziomom wykraczającym poza wymagania podstawy programowej (tamże). W tym miejscu rodzi się natychmiast pytanie o te 25 proc. uczniów, którzy uplasowali się powyżej oczekiwań: skąd u nich ten sukces? Pośrednią odpowiedź przynosi raport CKE na temat wyników egzaminów gimnazjalnych 2014, na który powoływano się w czasie debaty, z racji tego, że nie znane były jeszcze tegoroczne wyniki egzaminu gimnazjalnego z języka obcego. Nawet pobieżny rzut oka na krzywe wyników egzaminu na poziomie podstawowym i rozszerzonym zarówno w roku 2014 jak i 2015, pokazuje, że języki obce wypadły zupełnie inaczej niż pozostałe przedmioty, gdzie mamy normalny rozkład wyników. Tymczasem w przypadku zarówno angielskiego jak i, w przybliżeniu, niemieckiego (drugi najczęściej nauczany a tym samym zdawany język obcy w polskim gimnazjum) wyniki w ogóle nie przypominają standardowej krzywej Gaussa; wykres ma raczej kształt siodła z charakterystycznymi dwiema grupami wyników rozmieszczonymi wokół dwóch maksimów po lewej i prawej stronie wykresu! Pierwsza, większa grupa to uczniowie, którzy zdali słabo (na poziomie ok. 30-50 proc. dla poziomu podstawowego, ok. 10-20 proc. dla rozszerzonego). Dalej, zamiast „górki” dla średnich wyników charakterystycznej dla wykresów typu normalnego (które można by uznać za mniej więcej zadawalające), mamy statystyczny „dołek”, a po nim ostry „pik” pod koniec skali – kilkanaście procent badanych osiąga wyniki bliskie 100 proc.! Korelacja z rezultatem badania BUM jest aż nazbyt dobrze widoczna, a wniosek narzuca się sam: sukces w nauce języka obcego jest udziałem tych uczniów, którzy oprócz nauki szkolnej korzystają z wyjazdów zagranicznych, obozów językowych, a także innych form nauki pozaszkolnej i odpowiednich pomocy dydaktycznych finansowanych przez rodziców. To ostatnie potwierdza także cytowany w trakcie debaty raport z badania TNS Polska z 2015 r. dla stowarzyszenia PASE, z którego wynika, że 23 proc. dzieci i młodzieży uczy się języka obcego poza przedszkolem i szkołą. Czyli co piąty młody Polak ma szansę na językowy sukces, zaś ogromna większość uczniów pozbawiona dodatkowego wsparcia spoza systemu szkolnego skazana jest najwyraźniej na porażkę.