Dziecko zdolne i jego przygody z edukacją

Numer JOwS: 
str. 73
Ilustracja: Dorota Zajączkowska

Dziecko zdolne wzbudza zwykle wiele sprzecznych uczuć: z jednej strony bezmierny podziw dla widocznych gołym okiem szczególnych zdolności i uznanie dla rodziców-szczęściarzy, z drugiej strony trudno skrywaną zazdrość, a czasem nawet niechęć i wrogość. Ta ambiwalencja uczuć wynika w dużym stopniu z niewiedzy dotyczącej tego, jak naprawdę wygląda życie dziecka zdolnego i jego najbliższych. A życie to pełne jest różnych barw, momentów pięknych i bardzo trudnych. Przedstawiam tu historię takiego dziecka i opisuję cztery trudne lekcje, które na co dzień są udziałem jego i jego rodziców.

Nasz bohater ma na imię Maks i niedawno skończył pięć lat. To wiek jeszcze bardzo młody, pozwolił on już jednak chłopcu nauczyć się sprawnie pisać i czytać, poznać dwa języki i zaprzyjaźnić się z dwoma następnymi oraz zgłębić tajniki matematyki na poziomie programu kilku pierwszych klas szkoły podstawowej. Jego rodzicom natomiast pozwolił na zebranie wielu pozytywnych i negatywnych doświadczeń w tej trudnej i dla nich szkole życia.

Lekcja pierwsza: Jak rozpoznać geniusza

O geniuszach wiemy coraz więcej. Wiemy, że dokonują przełomowych odkryć, tworzą niesamowitą sztukę, cudowną muzykę, rozwiązują niezwykle trudne zadania, piszą wybitne książki, odkrywają nieznane galaktyki. Wszystko to wiemy o dorosłych geniuszach, często doceniając ich dopiero po śmierci. Ale czy szczególne zdolności człowieka ujawniają się dopiero w pełnoletności? Kim są i co dzieje się z nimi, gdy są dziećmi? Jak wygląda ich życie? I w końcu – jak ich rozpoznać?

Dziecko zdolne rozpoznać jest dość łatwo i można to zrobić już bardzo wcześnie. Maks zaczął stawiać pierwsze litery tydzień przed drugimi urodzinami – od kilku miesięcy doskonale już je znał, bo zapytany, wskazywał poszczególne z nich w książeczkach. Trochę jednak zajęło mu nauczenie się tego, jak prawidłowo trzymać kredkę. Pierwsze było H – do tej pory nie wytłumaczył rodzicom dlaczego. Być może H miało w sobie jakiś urok geometrii? Bo prawdziwą pasją Maksa – od początku – była matematyka. To ona przyciągała jego uwagę i to właśnie cyfry odkrył najwcześniej (choć pisanie zaczął od liter). Kilka miesięcy później, gdy sprawnie pisał już małe i duże litery w dwóch alfabetach (polskim i rosyjskim) oraz wszystkie cyfry, przyszło czytanie – na głos, bez sylabizowania. Było to chwilę po tym, gdy zaczął mówić, ponieważ prawdopodobnie z powodu te-go, że jest dzieckiem dwujęzycznym (polsko-włoskim), „ułożenie” sobie w głowie dwóch języków i dopasowanie do nich narządów artykulacji zabrało mu trochę czasu. Obecnie, jako pięciolatek, liczy właściwie do nieskończoności, a jego największymi pasjami są: geometria, tabliczka mnożenia, potęgowanie,  pierwiastkowanie,  ułamki  oraz  układanki logiczne i eksperymenty. Zna pięć alfabetów i wciąż lubi się nimi bawić, analizując je   i wskazując istniejące między nimi analogie i różnice. Kaligrafuje też w różnych stylach.

Nudzi się powtarzalnością i rutyną, jest bardzo kreatywny, szuka nowych rozwiązań, nowych sposobów zabawy daną grą. Wielką radość sprawia mu też tworzenie nowych języków zarówn w mowie, jak i w piśmie. Wydaje się, że języki to jego droga do odkrywania nowych, niezbadanych światów. Światów, które dla innych są zwykle niezrozumiałe.

Lekcja druga: W oczach innych ludzi

Osoby, z którymi najczęściej stykają się rodzice dzieci zdolnych, można podzielić na pięć grup. Są to: najbliższa rodzina i przyjaciele, inne dzieci, rodzice rówieśników ich dziecka, wychowawcy i terapeuci w przedszkolu/szkole/ poradniach, ludzie zupełnie przypadkowi. Z każdą z tych grup zarówno dziecko zdolne, jak i jego rodzice wchodzą w inne interakcje i różne doświadczenia stają się ich udziałem.

Pierwsza grupa to najbliższe osoby z otoczenia dziecka – dziadkowie, kuzyni, przyjaciele rodziny. Najczęściej znają dziecko od urodzenia, są oswojeni z jego szczególną „innością” i chociaż niezmiennie robi ona na nich wrażenie, to podchodzą do niej ze spokojem i zrozumieniem. Mają świadomość problemów, z którymi zmaga się dziecko oraz jego rodzina, i próbują dawać wsparcie.

Druga grupa to inne dzieci: w przedszkolu, w szkole, na podwórku. W młodszych latach zazwyczaj nie pojawiają się tu problemy, poza tym że dziecko zdolne ma najczęściej inne zainteresowania niż jego koledzy, więc czasem w zabawie trudno jest im znaleźć wspólny język. Trudniej zaczyna być w szkole, gdzie szczególne zdolności dziecka i specyfika jego zainteresowań sprawiają, że wśród kolegów pojawiać może się niechęć i zazdrość, co w kolejnych latach prowadzić może do agresji. Nasz bohater jest jednak jeszcze przedszkolakiem, nieświadomym tego, z jakimi problemami przyjdzie mu się zmierzyć w przyszłości. Cieszy się więc ze wspólnych zabaw   i próbuje uczyć kolegów tego, co sam kocha. Bardzo lubi jednak przebywać ze starszymi od siebie – dziećmi i dorosłymi, gdyż to oni go inspirują i rozumieją.

Trzecia grupa, z którą stykają się najczęściej rodzice/opiekunowie dziecka zdolnego, to rodzice rówieśników z przedszkola czy szkoły. Jest to grupa najtrudniejsza w kontaktach, gdyż jej reprezentanci zwykle podchodzą do szczególnych zdolności dziecka w sposób emocjonalny. Wynika to najczęściej z psychologicznej potrzeby porównywania się i rywalizacji oraz przekonania każdego    z rodziców o tym, że ich dziecko jest najmądrzejsze i najpiękniejsze. Widać to szczególnie wśród matek najmłodszych dzieci, które prześcigają się w  licytacji  dotyczącej pierwszych ząbków, raczkowania i innych milowych osiągnięć wieku niemowlęcego. Dziecko zdolne nie podlega schematom, więc trudno jest stawać z nim w szranki, a wszelkie rodzicielskie porównania przynoszą rozczarowanie, najczęściej własnym dzieckiem, niedowierzanie („To matka-wariatka, przewrażliwiona na punkcie własnego dziecka, wymyślająca legendy na jego temat.”), niechęć, a czasem także agresję słowną i próbę deprecjacji dziecka zdolnego przez wyszukiwanie innych potencjalnych niedociągnięć w jego rozwoju („Może słabiej łapie piłkę albo jeszcze nie jeździ na rowerze?”).

Kolejną grupą są wychowawcy i terapeuci w przedszkolu/szkole/poradniach, do których uczęszcza dziecko zdolne. Dzielą się oni zazwyczaj na dwie podgrupy. Pierwsza to ci, którzy rozumieją problem szczególnych zdolności dziecka i niedostosowania systemu edukacji do jego potrzeb – jest to zdecydowanie mniejsza podgrupa. Drugiej podgrupie wychowawców dziecko zdolne przeszkadza, bo jest wymagające, nie podlega schematom, zaburza rytm prowadzonych zajęć, a jego rodzice postrzegani są jako ci, którzy mają przerost własnych niespełnionych ambicji, mający nie wiadomo jakie oczekiwania w stosunku do nauczycieli i którzy popołudniami sadzają dziecko przy biurku i na siłę uczą, bo chcą mieć w domu geniusza. Również wśród specjalistów spotkać można tych, którzy chcieliby udzielić wsparcia, choć nie do końca wiedzą, jak („Bardzo serdecznie państwu współczuję. Czeka was bardzo trudna droga, bo społeczeństwo takich dzieci nie rozumie” – usłyszała mama Maksa od psychologa uniwersyteckiego), oraz tych, dla których dziecko zdolne jest na pewno chore („To dziecko nie jest «normalne», skoro w tym wieku interesuje się cyrylicą!”).

Ostatnią grupą są wszyscy pozostali, często przypadkowi ludzie, z którymi styka się dziecko zdolne i jego najbliżsi. Osoby te najczęściej uważają, że cała rodzina jest w czepku urodzona, w jej życiu będzie tylko różowo, a samo dziecko zdolne nie będzie miało nigdy żadnych problemów, bo przecież cały świat stoi przed nim otworem.

A jakie jest w rzeczywistości dziecko  zdolne?  Jaki jest Maks? Jak każde dziecko ma lepsze i gorsze dni, chce być kochany i rozumiany i dla własnych rodziców jest po prostu dzieckiem – lubiącym wyzwania i stawiającym trudne pytania, na które odpowiedzi muszą oni czasami dłużej poszukać. Bliscy starają się podsuwać Maksowi inne zajęcia, niezwiązane bezpośrednio z nauką (zabawy na powietrzu, kontakty z rówieśnikami, zwierzętami, aktywności fizyczne, zabawy typowe dla wieku), jednak on ostatecznie i tak do tej nauki wraca. Na interesujących go zadaniach potrafi koncentrować się bardzo długo, nawet dwie, trzy godziny, natomiast gdy zadanie nie jest dla niego ciekawe lub nie odpowiada jego rozwojowi intelektualnemu – przestaje je wykonywać lub zaczyna przeszkadzać. Maks bardzo potrzebuje intelektualnych wyzwań. W przedszkolu przez większość czasu się nudzi, a w domu sam szuka książek i nowych inspiracji. Bardzo pomagają mu nowe technologie – wiele informacji znajduje w Google, a matematyki i języków uczy się z YouTube’a. Emocjonalnie jest jednak pięciolatkiem z typowymi potrzebami i problemami dziecka w tym wieku. I to właśnie ta dysharmonia rozwojowa jest jednym z najtrudniejszych wyzwań, z którym przyjdzie się zmierzyć jemu i jego najbliższym oraz systemowi edukacji.

Lekcja trzecia: Co można robić w szkole?

Dla większości dzieci szkoła jest nowym etapem, który przenieść je ma do innego świata – świata wiedzy. Od pierwszych dni tej przygody szkoła odkrywa przed dziećmi nowe, nieznane tereny i stawia niezwykłe wyzwania przed większością dzieci. W swoich założeniach szkoła jest egalitarna, a w praktyce jej poziom dostosowywany jest do dzieci o zdolnościach przeciętnych. Co więc dzieje się z tymi, którzy te tereny już znają, a szukają zupełnie innych wyzwań? Co z dziećmi takimi jak Maks? Okazuje się, że możliwości jest niewiele. W polskim systemie edukacji proponowanych jest kilka rozwiązań edukacyjnych dla dzieci zdolnych, ale czy któreś z nich mogłoby być odpowiednie dla tego chłopca? Maks mógłby pójść do szkoły jako sześciolatek, po roku „przeskoczyć” klasę i znaleźć się od razu w trzeciej. Problem w tym, że chłopiec już dawno opanował całą podstawę programową edukacji wczesnoszkolnej, więc przeskoczenie nawet dwóch klas niczego nie zmieni, a ponadto jego rozwój intelektualny nie idzie w parze z rozwojem emocjonalnym i społecznym. Efektem takiej decyzji mogłoby więc być to, że bardzo by się różnił od pozostałych kolegów, co prawdopodobnie spowodowałoby brak akceptacji i dyskryminację.

Rodzice  dziecka  mogliby   ewentualnie   wystąpić  o zindywidualizowany tok nauki lub poprosić nauczyciela o zadawanie mu dodatkowych zadań na lekcjach, ale nauczyciel nie zawsze ma czas i siły, by zajmować się dodatkowo dzieckiem zdolnym, wychodząc z założenia, że ono i tak jakoś sobie poradzi, a on musi się zająć tymi, którzy mają problemy ze zrozumieniem podstawy programowej. Dodatkowo zbyt duża indywidualizacja toku nauczania może doprowadzić do tego, że dziecko zostanie pozbawione podstawowej grupy odniesienia, jaką jest klasa, z którą będzie spędzało zbyt mało czasu. Pozostaje trzecie rozwiązanie – edukacja domowa. Tu jednak pojawiają się dwa bardzo istotne problemy: jedno z rodziców Maksa musiałoby zrezygnować z pracy, by móc zająć się edukacją dziecka, a oprócz tego powinno cały czas się dokształcać po to, by móc odpowiedzieć na jego potrzeby intelektualne. Dodatkowo istnieje ryzyko słabego uspołecznienia chłopca, wynikające z braku grupy rówieśniczej.

Maksowi pozostaje więc w przyszłości nuda w szkole i zajęcia pozaszkolne, których oferta na rynku jest imponująca. W przyszłości – bo Maks ma dopiero pięć lat, a żadne instytucje nie zajmują się dziećmi zdolnymi poniżej siódmego roku życia, więc chłopiec musi na zajęcia odpowiadające jego rozwojowi intelektualnemu poczekać jeszcze 720 dni.

Lekcja czwarta: Klasa na wymiar

Czy dla Maksa istnieje więc jakakolwiek szansa na edukację odpowiadającą jego potrzebom? Jak musiałaby wyglądać klasa, w której czułby się dobrze? Na pewno powinna być złożona z dzieci do niego podobnych – z dwóch powodów. Po pierwsze zbliżony rozwój intelektualny uczniów znacznie usprawniłby ich edukację, dzieci nie musiałyby się kolejny raz uczyć tego samego, natomiast mogłyby rozwijać swoje rzeczywiste naukowe pasje na poziomie dopasowanym do swoich możliwości. Po drugie przebywanie z dziećmi podobnymi do siebie sprawiłoby, że Maks nie czułby się zawsze wyobcowany i inny wśród kolegów,  miałby wokół siebie ludzi, którzy go rozumieją  i podzielają jego zainteresowania. Dzieci zdolne szybciej niż ich rówieśnicy przyswajają wiedzę i potrzebują innych metod kształcenia, więc tradycyjne formy i podział na klasy, w których wiek biologiczny stanowi kryterium przynależności, w ich przypadku nie mają sensu.

Tytułem puenty warto zadać sobie pytanie: „Czy Maks ma więc szansę na swoją <<klasę na wymiar>>?". Coraz większe zainteresowanie dziećmi zdolnymi, zarówno na poziomie Unii Europejskiej, jak i w różnych środowiskach w Polsce, także w Ministerstwie Edukacji Narodowej, zaczyna dawać nadzieję na to, że i dla Maksa szkoła może stać się prawdziwą przygodą.

Bibliografia

  • Dragan, A. (2010), Pomoc państwa i instytucji pozarządowych dla dzieci zdolnych. Opracowanie tematyczne, Warszawa: Kancelaria Senatu <
  • García-Caro, R. (2013), Opinion of the European Economic and Social Committee on ‘Unleashing the potential of children and young people  with  high  intellectual  abilities in the European Union’ (own-initiative opinion), 2013/C 76/01
  • Limont, W. (2012), Kształcenie uczniów zdolnych w polskim systemie oświaty – wybrane przykłady. Referat wygłoszony na międzynarodowej konferencji: Systemowe strategie kształcenia uczniów zdolnych drogą ku edukacji przyszłości, 19–20 października 2012 r., Warszawa.
  • Łukasiewicz-Wieleba, J., Baum, A. (2015), Kompleksowe wspieranie uczniów uzdolnionych. Program WARS i SAWA, Warszawa: Wydawnictwo Akademii Pedagogiki Specjalnej.
  • Piotrowski, E. (2003), Kształcenie specjalne dzieci wybitnie zdolnych, [w:] W. Dykcik (red.), Pedagogika specjalna, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
  • Tourón, J., Freeman, J.  (2017),  Gifted Education in Europe: Implications for policymakers and educators, [w:] S.I. Pfeiffer (red.), APA Handbook on Giftedness and Talent, Washington: American Psychological Association (APA).

Netografia