Muzeum, język polski i… niedźwiedzie

Numer JOwS: 
str. 43
Ilustracja: Dorota Zajączkowska

O projekcie „Warszawa dla średnio zaawansowanych” nagrodzonym wyróżnieniem specjalnym European Language Label 2019

Kilka miesięcy po wręczeniu wyróżnień European Language Label, późną jesienią, udaje nam się umówić w Muzeum Warszawy, by doświadczyć „Warszawy dla średnio zaawansowanych”, czyli odbyć lekcję polskiego w muzeum albo lekcję muzealną z językiem polskim. Statystycznie stanowimy chyba grupkę średnio zaawansowaną pod wieloma względami, ponieważ nasza trójka to:

— Katarzyna Žák-Caplot (KZC)1 – pracuje w Muzeum Warszawy, jest koordynatorką projektu Warszawa dla średnio zaawansowanych, lektorką czeskiego i polskiego jako obcego, warszawianką z urodzenia;

— Andrea Rando Martin (ARM) – jest Francuzką, nauczycielką francuskiego w dwujęzycznym liceum im. Żmichowskiej, mieszka od kilku lat w Warszawie, uczy się języka polskiego;

— Agnieszka Karolczuk (AK) – jest redaktorką JOwS, lektorką polskiego jako obcego (nauczycielką ARM), warszawianką typu „słoik”, autorką tego tekstu. W trakcie wizyty w muzeum ważne okaże się spotkanie Bogusława Kurka (BK), opiekuna ekspozycji.

Co można robić, czytać i mówić w muzeum

Chodzimy po muzeum, zwiedzając wystawę Rzeczy warszawskie i wykonując zadania przygotowane przez autorów projektu. Pracy mamy sporo, czasu niezbyt dużo, a musimy: dopisać daty do nazw wydarzeń, wyszukać opisane czy sfotografowane eksponaty, policzyć przedstawienia kolumny Zygmunta na obrazach, połączyć nazwy wydarzeń lub obiektów z odpowiednimi datami, wypatrzyć wizerunek syreny na przedmiotach z dawnego ratusza, przyporządkować detale architektoniczne do makiet znanych warszawskich budowli, odnaleźć autograf Picassa (ale najpierw przedmiot z tym autografem!), sprawdzić ciężar skarbu – zbioru monet, zrobić listę możliwych zakupów aptecznych dawnych warszawiaków (m.in. tabletki kefirowe!), dostrzec numer telefonu autora grafiki na jego dziele, zidentyfikować coś dziwnego na zdjęciu… Ufff! I oczywiście porozumiewać się przy tym po polsku, uwzględniając fakt, że ARM nie zna dobrze polskiego, a także wykorzystać muzeum do nauki języka. Możemy np. przeczytać historie nazw i właścicieli znanych warszawskich kamienic, kiedy otworzymy sobie okno lub drzwi na tekturowych fasadach pomysłowej (a tak prostej!) ściennej makiety. Możemy też przyjrzeć się dokładniej historii miasta na osi czasu albo podumać nad różnymi warszawskimi „naj”.

Fonetyka i liczebniki

ARM: Gdzie to jest? Gdzie jest rok tysięc.. tysiąc pięcieset czterdzieście dwa? Nie widzę teraz.

AK: Tysiąc pięćset czterdziesty drugi…

ARM: Tysiąc pięćset czterdziesty drugi.

AK: Tak, tak. Te dwie cyfry na końcu to słowa podobne do tych, kiedy pytamy o godzinę: druga, czwarta, dziesiąta… Ale ja też nie widzę tutaj tego roku.

ARM: O, jest, jest! AK: Tak? A gdzie?

KZC: Świetnie, datę mamy, a i ćwiczenie fonetyczne się udało, prawda? Te zestawienia dat z przypisanymi faktami wydają się suche i nudne, ale można je znakomicie ożywić, zwłaszcza dla uczących się języka, którzy pytają o wiele szczegółów.

AK: I to nie tylko dla uczących się polskiego, bo macie tu przecież napisy po angielsku.

Przechodzimy z jednej sali do drugiej, z jednego gabinetu do kolejnego, przemieszczamy się na kolejne piętra. Jesteśmy w sali z makietami dzielnic Warszawy w różnych okresach. Oglądamy i Nowe Miasto.

Tempo mowy, deklinacja i niedźwiedzie

ARM: Nowe Miasto… Ach, widziałam tam niedźwiedzi. Dlaczego są niedźwiedzi na Nowe Miasto? I dlaczego jeden ma Tutenchamon, a ten inny Medusę?

BK [mówi dosyć szybko]: Jakieś niedźwiedzie na Nowym Mieście? O jakie niedźwiedzie chodzi? Gdzie dokładnie? Znajdują się na fasadzie któregoś budynku czy gdzie indziej, osobno?

ARM: Nnnie rozumiem…

AK: Chwileczkę, trochę pomogę… Jakie są te niedźwiedzie? Duże? Są na budynku czy to izolowane figury? Kamienne czy z metalu?

ARM: Takie duże, z kamienia, i mają coś, coś takie z Tutenchamonem i Medusą.

[BK znika za tylnymi drzwiami sali]

KZC: Pan Bogusław Kurek, który jest opiekunem ekspozycji, bardzo często w kilku językach (a na pewno po angielsku i rosyjsku) opowiada gościom muzeum najprzeróżniejsze ciekawostki z historii Warszawy.

Wiedza o niedźwiedziach

Nie da się ukryć, że BK jest trochę zaskoczony pytaniem ARM. Nasza wędrówka po muzeum trwa, przechodzimy do następnej sali, potem do kolejnej. Niedźwiedzie nie dają spokoju nie tylko ARM, która zresztą znajduje w swoim telefonie ich zdjęcie.

AK: Naprawdę niedźwiedź ma Tutenchamona? Faraona? Jak i gdzie?

ARM: Tak, na froncie, to jest trochę okrągły… O, tak…

AK: Aha! Coś jak tarcza herbowa. W czwartej sali dogania nas BK – z obszernymi informacjami o rzeczonych niedźwiedziach: wątpliwej jakości dekoracjach pochodzących z lat 50. ubiegłego wieku. Potwierdza się w ten sposób to, o czym wcześniej mówiła

KZC: w Muzeum Warszawy bardzo dba się o to, by opiekunowie ekspozycji mieli dobrą orientację w varsavianach i źródłach wiedzy o nich.

Język polski w muzeum i później Czas biegnie bardzo szybko, kończymy więc wizytę w Muzeum Warszawy (jest już prawie 18.00), oglądanie Rzeczy warszawskich i uczenie się języka polskiego. Nie – to ostatnie nie, bo wrażenia były na tyle intensywne, że po wyjściu z budynku rozmawiamy o tym spotkaniu, o różnych obejrzanych przedmiotach, o mieście: Francuzka ucząca się polskiego i jej nauczycielka. Obie już trochę bardziej zaawansowane w wiedzy o Warszawie i z pomysłami na kolejne własne lekcje – polskiego i francuskiego.