Myszka Miki gra w guziki, czyli wykorzystanie gier językowych w praktycznej nauce języka polskiego studenta niesłyszącego

Numer JOwS: 
str. 23
Fot. Joe Penniston (CC BY-NC-ND 2.0)

Od kilku lat obserwuje się zainteresowanie badaczy, zarówno teoretyków, jak i praktyków, mniejszością językowo-kulturową1, jaką są osoby niesłyszące. Te z nich, które nie przyswoiły języka pierwszego w stopniu umożliwiającym swobodną komunikację, nazywane są „milczącymi cudzoziemcami”2, a analizy ich wypowiedzi w języku polskim pokazują, że popełniają błędy podobne do tych, które występują u obcokrajowców (Jura 2011, Kowal 2011, Ruta 2014).

W niniejszym tekście chciałabym zwrócić uwagę na wykorzystanie gier i zabaw językowych w pracy ze studentem z dysfunkcją słuchu na zajęciach z praktycznej znajomości języka polskiego. Ich specyfika polega na tym, że osoby uczęszczające na tego rodzaju zajęcia, mimo że są Polakami, z powodu niemożliwości naturalnej akwizycji języka fonicznego wynikającej z ograniczonej percepcji słuchowej często mają trudności w posługiwaniu się językiem polskim.

Student niesłyszący – studium przypadku

Student z wadą słuchu zgłosił się na fakultatywne zajęcia z praktycznej znajomości języka polskiego, które prowadzę na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej UAM w Poznaniu. Studiował historię na III roku studiów licencjackich. Przyszedł do mnie w momencie, gdy promotor jego pracy dyplomowej odrzucił pierwszy rozdział ze względu na liczne błędy językowe, które uniemożliwiały zrozumienie intencji piszącego. Motywacja studenta do uczestnictwa w zajęciach była instrumentalna – chciał zdać egzaminy i zdobyć dyplom. Uczęszczał do klas integracyjnych w szkołach publicznych. Student dużo czytał, najbardziej interesowało go średniowiecze. Problemy, z jakimi się borykał, dotyczyły sprawności produktywnej – pisania. Miał trudności w tworzeniu tekstów głównie ze względu na niską kompetencję w zakresie poprawności gramatycznej. Nieznajomość reguł składni powodowała, że większość jego tekstów była niezrozumiała, liczne były konstrukcje dysmorficzne, zachwiana była spójność tekstu na poziomie lokalnym3.

Niezwykle istotne dla nauczyciela podejmującego pracę z osobą niesłyszącą jest zdobycie informacji o jej wcześniejszych doświadczeniach w uczeniu się języka polskiego. W Polsce system edukacji pozwala na uczestnictwo uczniów z wadą słuchu w klasach integracyjnych. Student również uczęszczał do takiej klasy. Był jedyną osobą w klasie, która miała orzeczenie o ubytku słuchu (głęboki niedosłuch obustronny). W jego rodzinie nie było innych głuchych. Rodzice porozumiewali się z nim w języku polskim, nie znali języka migowego. W wieku dwóch lat otrzymał aparat słuchowy, a gdy miał 12 lat, był implantowany (implant ślimakowy jednostronny). Student nie miał dobrych doświadczeń na wcześniejszych etapach edukacji. Przyczyn tego stanu rzeczy było wiele. Z ważniejszych wymienić należy to, że cały proces dydaktyczny prowadzony był w języku fonicznym, który nie był (i wciąż nie jest) percepcyjnie dostępny dla niego w takim zakresie jak dla osób słyszących. Niska kompetencja w języku polskim powodowała opóźnienia w przyswajaniu wiedzy, nie tylko z literatury i kultury, lecz także z każdego przedmiotu z siatki zajęć obowiązkowych. Niewłaściwe metody nauczania i brak u nauczycieli świadomości funkcjonowania językowego osób niesłyszących, ich możliwości percepcyjnych i nabytych kompetencji językowych przy ograniczonej percepcji słuchowej powodowały, że uczeń kończył szkołę średnią z przeświadczeniem, iż gramatyka języka polskiego jest dla niego za trudna, wręcz niemożliwa do przyswojenia. Zajęcia poświęcone systemowi języka polskiego kojarzą mu się ze znużeniem, z niezrozumieniem materiału. Nic dziwnego, skoro student ten, wspominając lekcje języka polskiego, pamięta jedynie to, że był proszony o wielokrotne zapisywanie na tablicy bądź w zeszycie pełnych paradygmatów odmiany rzeczowników podanych przez nauczyciela. Gdy zapytałam, czy wie, jakiej formy używamy, by utworzyć przeczenie w języku polskim, nie potrafił odpowiedzieć. Zna końcówki fleksyjne, ale nie wie, jakie jest ich funkcjonalne wykorzystanie w zdaniu. Brak możliwości przetwarzania poznawanego materiału gramatycznego powoduje, że nie uruchamiają się w uczącym żadne procesy związane z przyswajaniem języka. Wskutek tego aktywna postawa poznawcza, ciekawość i motywacja w toku tak prowadzonej edukacji słabną, co powoduje, że uczeń przybiera postawę bierną, nie wykazuje zainteresowania zajęciami.

Student potwierdził to, co wynika z częstych badań wśród młodzieży: podręczniki, z których do tej pory korzystał na lekcjach języka polskiego, nie były atrakcyjne dla uczących się ze względu na nudne teksty, często oderwane od rzeczywistości młodych ludzi, jak również ze względu na zbyt obszerny materiał gramatyczny. To właśnie gramatyka stanowi najsilniejszy czynnik demotywujący w uczeniu się języków (Iluk 2013). Pamiętać trzeba, że lekcje języka polskiego nie są przecież lektoratami tak jak w przypadku lekcji języka angielskiego czy niemieckiego, lecz raczej lekcjami na temat literatury i kultury polskiej. Zakres poznawanego materiału gramatycznego jest niezwykle ubogi i jeśli nawet się pojawia, to nie stosuje się metod znanych z glottodydaktyki.

Czynnikiem, który dodatkowo obniżał motywację do nauki, było to, że często student spotykał się z negatywną oceną swoich zadań. Nauczyciel nie tłumaczył, na czym polegają błędy, lecz jedynie zakreślał niepoprawne odpowiedzi i prosił o ich korektę (najczęściej jako zadanie domowe). Rodzice nie potrafili wytłumaczyć źródeł powstania błędów, dlatego najczęściej po prostu poprawiali tekst bez wyjaśniania zagadnień gramatycznych.

Demotywujący dla studenta był również brak kompetencji metodycznych nauczycieli, którzy chcąc dostosować proces dydaktyczny do jego specjalnych potrzeb, modyfikowali poziom wymagań, obniżając go. Podobne działania podejmowane są wobec uczniów o niższym/niskim poziomie intelektualnym. Infantylizacja na poziomie językowym powodowała, że uczeń nie był stymulowany do podejmowania wysiłku intelektualnego. Nauczyciel rzadziej prosił go o wykonanie zadania na forum klasy, wiedząc, że będzie musiał przeznaczyć na ten cel więcej czasu niż w przypadku ucznia słyszącego. Postawa nauczyciela, który motywuje, inspiruje i aktywizuje ucznia była obca studentowi niesłyszącemu. Pamięta on jedynie nauczyciela, którego rola ograniczała się do kontroli (oceny, poprawy) i który nie wykazywał się cierpliwością, nie tłumaczył, nie inspirował.

Negatywne doświadczenia studenta z niższych poziomów edukacyjnych spowodowały, że nie miał wysokiej motywacji, by kontynuować naukę. Znacznie obniżyły również jego samoocenę i wiarę w możliwość nauczenia się języka polskiego w stopniu, który będzie mu wystarczał do codziennej komunikacji bez obawy, że zostanie niezrozumiany ze względu na błędy językowe.

Zajęcia, które prowadziłam z tym studentem, miały charakter spotkań indywidualnych. Poziom językowy studentów, którzy zgłosili chęć udziału w omawianych zajęciach, był bardzo różny, więc po pierwszych latach doświadczeń w prowadzeniu zajęć grupowych konieczna była zmiana tej formuły. Każdy ze studentów miał trudności w zakresie różnych podsystemów języka. Chcąc uniknąć braku zainteresowania studentów realizowanym materiałem oraz mając na względzie ich niską motywację wewnętrzną do podnoszenia swoich kompetencji w zakresie posługiwania się językiem polskim, zdecydowałam się na tryb zajęć indywidualnych.

Zanim przystąpiliśmy do pracy, przeprowadziłam wywiad, by zebrać informacje o preferowanych sposobach uczenia się i formach pracy, jak również zainteresowaniach studenta. Oczywiste było, że głównym celem zajęć będzie podniesienie poziomu sprawności czytania ze zrozumieniem i pisania.

Student pozytywnie oceniał teksty, które miały wysoką wartość informacyjną. W przypadku ćwiczeń wyżej cenił te, zmuszały go do aktywności intelektualnej, które pobudzały wyobraźnię i w których mógł sam decydować o tym, jak zadanie zostanie rozwiązane. Zapytany o preferowane gatunki tekstu, wskazał opowiadania historyczne, artykuły prasowe związane z historią i odkryciami archeologicznymi. Student nie wskazał gier ani zabaw, co – w mojej ocenie – wynikało z faktu, że wcześniej nie spotkał się z takimi metodami nauczania. Nie sądził, że mogą być one wykorzystywane na lekcji języka polskiego.

Dla nauczyciela, który pracuje z dorosłym niesłyszącym, ważne jest, by odbudować w nim motywację do nauki, wzbudzić zainteresowanie przedmiotem i chęć do podjęcia jeszcze jednej próby podniesienia swoich kompetencji językowych. Oczywiste jest, że zajęcia nie są prowadzone według żadnego programu dla określonego poziomu zaawansowania językowego. Zakres tematyczny zajęć, jak również materiał językowy traktowane są wybiórczo z uwzględnieniem potrzeb uczącego się. I tak w przypadku opisywanego studenta, biorąc pod uwagę jego potrzebę napisania pracy licencjackiej, największy nacisk położony był na rozwijanie sprawności czytania ze zrozumieniem i pisania. W zakresie systemu gramatycznego największe trudności pojawiały się w tworzeniu zdań złożonych (podrzędnie i współrzędnie), budowaniu tekstów spójnych na poziomie koherencji i kohezji. Student rozumiał czytane teksty, jednak miał problem z ich streszczaniem czy parafrazowaniem. Nierzadko w pracach, które tworzył, zachwiany był porządek logiczny, co wynikało z licznych usterek na poziomie zależności składniowych.

Gry i zabawy językowe w procesie dydaktycznym

Szukając sposobów na rozbudzenie motywacji studenta do pracy nad ulepszaniem sprawności językowych, postanowiłam wykorzystać te metody, które do tej pory nie były obecne w jego procesie edukacji. Już sama propozycja zrobienia czegoś nowego na zajęciach z języka polskiego była dla niego interesująca. Środki dydaktyczne, które w opinii studenta są najskuteczniejsze, to materiały wizualne i autentyczne teksty źródłowe. Na samym końcu tej listy znajdują się podręcznik i zeszyt ćwiczeń. W pierwszym roku zajęć wypracowałam więc takie metody i środki dydaktyczne, które w największym stopniu odpowiadały oczekiwaniom studenta i dzięki temu mocniej stymulowały zainteresowanie zajęciami i językiem polskim. Wśród tych narzędzi były gry i zabawy językowe4.

W pracy ze studentem wykorzystywane były zarówno gry dydaktyczne mające na celu wdrażanie systemu językowego, jak i te, które rozwijają sprawności komunikacyjne (Mróz 2005: 164). Wiele z nich łączyło w sobie oba te rodzaje. Gry dydaktyczne zaliczane są do grup metod problemowych (Motyl 2012: 106), które pozwalają rozwijać zarówno sprawności receptywne (czytanie ze zrozumieniem), jak i produktywne (pisanie). Gry utrwalające system językowy pozwalają rozwijać sprawność tworzenia poprawnych konstrukcji (np. składniowych).

Student znał i lubił szczególnie gry planszowe strategiczne, jednak ze względu na to, że nierzadko do tego typu gier potrzebny jest większy zespół, nie zawsze możliwe było ich wykorzystanie. Student nie lubił zadań wykonywanych na czas. W szkole podstawowej na lekcjach różnych przedmiotów pojawiały się ćwiczenia oparte na rywalizacji, w których wygrywała osoba najszybciej udzielająca odpowiedzi na pytanie nauczyciela. Ze względu na przykład na rozmowy kolegów z ławki nie rozumiał polecenia ani nie był w stanie wykonać zadania.

Gry wykorzystałam między innymi w bloku zajęć poświęconych składni zdań złożonych. Wcześniej student poznał schematy składniowe wypowiedzeń współrzędnie i podrzędnie złożonych. Na etapie ćwiczeń drylujących zaproponowałam grę znaną z dzieciństwa – domino. Jest to gra strategiczno-losowa, w której mogą brać udział dwie osoby, ale sprawdził się również wariant, w którym student grał sam ze sobą. Zadanie polegało na tym, żeby ułożyć wszystkie kostki tak, by na sąsiednich kostkach był z jednej strony przykład zdania złożonego (podrzędnie lub współrzędnie), a z drugiej strony odpowiadające mu określenie typu wypowiedzenia.

Nie zwracaliśmy na niego uwagi i zaczęliśmy podawać sobie piłkę. Zdanie podrzędnie złożone okolicznikowe czasu.
Nie byłem w tym mieście od czasu, kiedy chodziłem do przedszkola.

Zdanie podrzędnie złożone okolicznikowe miejsca.

To musi być denerwujące pracować w sklepie, gdzie się wszystko tłucze.

Zdanie podrzędnie złożone przydawkowe.

Wieczorem obejrzałem film z kowbojami, którzy zawsze byli dla mnie bohaterami.

Zdanie podrzędnie złożone okolicznikowe czasu.

Innym ćwiczeniem drylującym była zabawa polegająca na tworzeniu wypowiedzeń złożonych z wykorzystaniem podanych zdań pojedynczych i wskaźników zespolenia.

Strasznie się nudziliśmy. Szybkim krokiem poszedł w przeciwnym kierunku.
Mogliśmy rozmawiać godzinami. Kobieta zaczęła coś podejrzewać.
Zobaczyłem wielkie drzwi. Zwykle chodzi do pracy piechotą.
Słońce oślepiało swoim blaskiem. Zacząłem kaszleć.
Mama i tata nie pozwalają mi chodzić na imprezy. Nie zdążyłem jej wszystkiego powiedzieć.
Mój kolega ciągle je. Wczoraj przyjechał do mnie mój dawny kolega.
Nie chciała mi wierzyć. Zabronili nam rysowania kredkami po ścianach.
Lubiłem oglądać mecze piłki nożnej. Weszliśmy do środka.
Mam bardzo odważnego kuzyna. Na stole stała gorąca kawa.
ale więc ponieważ jednak albo zatem lub a dlatego i bo lecz

Przykłady:

  • Kiedy strasznie się nudziliśmy, ponieważ zabronili nam rysowania kredkami po ścianach.
  • Wczoraj przyjechał do mnie mój dawny kolega i zawsze mogliśmy rozmawiać godzinami.
  • Szybkim krokiem poszedł w przeciwnym kierunku, ponieważ słońce oślepiało go swoim blaskiem.
  • Kiedy zobaczyłem wielkie drzwi i wszedłem do środka, a na stole stała gorąca kawa.
  • Kobieta zaczęła coś podejrzewać, ponieważ nie chciała mi się uwierzyć, że kiedyś lubiłem oglądać mecze piłki nożnej.
  • Nie zdążyłem jej wszystkiego powiedzieć, ponieważ zacząłem kaszleć.

W wersji trudniejszej tego zadania należało stworzyć opowiadanie zbudowane z wypowiedzeń złożonych z zachowaniem spójności logicznej. Mogło być abstrakcyjne. W efekcie powstawały teksty o zabarwieniu humorystycznym, co było dodatkową zaletą – pozwalało studentowi na wykonywanie zadania w poczuciu zabawy.

Innym sposobem ćwiczenia umiejętności tworzenia zdań złożonych była zabawa Myszka Miki gra w guziki. Zadaniem było opisanie komiksów znanych studentowi z balonowych gum do żucia w taki sposób, by całą historyjkę zamknąć w jednym zdaniu. Celem było rozwijanie umiejętności budowania wypowiedzeń wielokrotnie złożonych z zachowaniem porządku logicznego.

Polecenie brzmiało: Ułóż opowiadanie do poniższych komiksów. Uwaga! Im mniej zdań, tym lepiej. Jeśli uda Ci się napisać całą historyjkę w jednym zdaniu, to będziesz mistrzem!

W porze obiadowej Kaczor Donald zanim zjadł, jeszcze dosolił zupę, wówczas głowa jelenia wisząca z kominka zaczął kichać do niego.

Podczas imprezy troje siostrzeńcy zdmuchali tort z świeczkami i mocnym ich wiatrem zrzucił kawałek tortu na twarz Kaczora Donalda, ku zaskoczeniu Daisy.

 

Myszka Miki obserwowała na latającego pelikana, który uderzył domek dla ptaków i odlatując z tym oderwanym dalej.

Podczas czytania książki zauważył Kaczor Donald, że z sufitu kapie woda podczas deszczu. Wziął parasol i wszedł na drabinie na dach, gdzie przykrył parasolem problematyczną dziurę.

Kiedy Kaczor Donald kopał łopatką ziemię w ogródku i przyleciał ptaszek oraz dziobnął na szelki stracha na wróble. Odleciał z tym zabranym przedmiotem, a spodnie stracha spadło na ziemię.

Uatrakcyjnienie zajęć za pomocą zabawnych ilustracji aktywizowało uczącego się, zwiększało zaangażowanie i pobudzało wyobraźnię. Aktywizacyjna funkcja humoru sprawiła także, że uczeń przyjmował postawę aktywną, co przejawia się w emocjonalnej ocenie zaproponowanego materiału5. Komiksy z gum balonowych przywoływały zabawne skojarzenia lub wydarzenia z jego życia.

W bloku zajęć mających doskonalić sprawność pisania wykorzystywałam ćwiczenia, których tworzywem był materiał wybrany przez studenta. Biorąc pod uwagę jego zainteresowanie historią, jedne zajęcia poświęciliśmy na przybliżenie legend związanych z Poznaniem. W tym celu wykorzystałam materiały dostępne na stronie: www.poznanskielegendy.pl, na której Paweł Cieliczko – magister historii UAM, autor opowiadań kryminalnych, których akcja dzieje się w Poznaniu, przybliża dawne dzieje i legendy związane ze stolicą Wielkopolski. Opowiadania te są interesujące nie tylko ze względu na wiele nieznanych studentowi szczegółów, ale także z powodu ciekawie prowadzonej narracji i języka.

Legendy posłużyły jako ćwiczenie czytania ze zrozumieniem oraz pisania:

Proszę przeczytać legendę o poznańskich rurach, a następnie:

  • wybrać z niej 20 wyrazów, które według Ciebie są istotne dla tej legendy;
  • napisać w punktach przebieg wydarzeń (maksymalnie 8 punktów);
  • wykorzystując 20 wybranych wyrazów, napisać streszczenie legendy (maksymalnie 15 zdań).
LEGENDA O POZNAŃSKICH RURACH

Regionalnym wypiekiem, z którego słynie Poznań, są rogale świętomarcińskie, dzisiejsza opowieść dotyczy jednak innego, lokalnego smakołyku, który przez poznaniaków kojarzony jest właśnie z okresem Wszystkich Świętych. Poznańskie rury6, zwane też dachówkami, a przed wojną trąbami, właśnie na przełomie października i listopada sprzedawane są z przenośnych kramików, rozstawionych przed bramami wszystkich poznańskich nekropolii.

Dokładnie nie wiadomo, skąd wzięła się tradycja wypiekania poznańskich rur. Nie jest ona na pewno tak stara jak rogali świętomarcińskich, bo pierwsze informacje o tych piernikowych przysmakach pochodzą z okresu międzywojennego. Sprzedawane były początkowo przez zakonnice, nazywano je trąbami, a nabyć je można było wyłącznie w czasie oktawy Bożego Ciała. Szybko jednak się rozpowszechniły, bo były tanim w produkcji smakołykiem. Kazimierz Ulatowski wspominał, jak przed wojną, po konkursie na króla kurkowego, przeprawiano się przez most Chwaliszewski czy tamę Berdychowską na Miasteczko, gdzie odbywały się huczne zabawy, a jemu w pamięci pozostały stragany z poznańskimi rurami: „Pamiętam, że tuż przed wejściem do ogrodu po obu stronach drogi stały stragany z tradycyjnymi piernikami, które z powodu swego kształtu zwały się «rurami» albo też «trąbami». Kiedy matki z dziatwą przechodziły tłumnie koło straganów, przekupki, obserwując skierowane na pierniki łakome spojrzenia dzieciaków, wołały: – Pani, pani! Dzieciom po trąbie, po trąbie! – Dostała się i mnie taka «trąba», ale choć byłem dosyć łakomy, nie smakowała mi, była bowiem za mało słodka. Wolałem katarzynki”.

Legenda miejska opowiada, że pojawienie się tego poznańskiego wypieku związane jest z uroczystościami Bożego Ciała. Wielka procesja ciągnęła, jak zwykle w to święto, ulicami miasta, od ołtarza do ołtarza. Wierni modlili się i śpiewali pobożne pieśni. Nie jest do końca jasne, czy nagle zerwał się silny wiatr, czy śpiew był zbyt głośny, a może idąca na czele strażacka orkiestra zagrała zbyt hucznie. Faktem pozostaje, że z dachu domu, pod którym przechodzili wierni, osunęły się dachówki. Pod budynkiem był tłum ludzi, żadna dachówka nikogo jednak nie trafiła, nikt nie został nawet zraniony. Szczęśliwą okoliczność uznano za widomy znak szczególnej troski oraz opieki boskiej, niemalże za cud. Tutejsze siostry zakonne, żeby upamiętnić to niezwykłe wydarzenie, postanowiły w okresie Bożego Ciała wypiekać specjalne piernikowe, kruche ciasta, nawiązujące kształtem do trąb, których dźwięki miały doprowadzić do wypadku. Kruche ciasta w kształcie trąb łamały się jednak podczas transportu, co skłoniło zakonnice do zmiany kształtu okolicznościowych wypieków. Wzorować je zaczęły na dachówkach, które spadły na ulicę, cudownie omijając modlących się parafian. Stąd wzięła się druga nazwa, jaką określany jest ten poznański smakołyk – „dachówki”.

Znane nam z przycmentarnych stoisk poznańskie rury to ciemne, brązowe, słodkie, kruche, dość twarde ciastka o grubości kilku milimetrów. Mają one kształt kwadratu o boku około 15 cm, zrolowanego w połówkę rury z zagiętymi rogami i ząbkowanymi lub inaczej zdobionymi krawędziami. Temu kształtowi zawdzięczają nazwę, bo wyglądają, jakby były pieczone na rurach od węglowych piecyków. Legenda ten kształt wiąże z gąsiorami, czyli półokrągłymi dachówkami, które łączą i nakrywają szczytowe połacie dachowe, a które miały spaść podczas pamiętnej procesji. Wypieki te kojarzyły się z dachówkami czy rurami nie tylko ze względu na kształt, ale i twardość. Wspominał o tym – mieszkający przez lata w Poznaniu pisarz – Przemysław Bystrzycki: „Mijaliśmy przystanki, tramwajarz zapowiadał ulice, przy Czerwonej Armii wywołał świętego Marcina, wielkiego tutejszego świętego. W dniu jego imienin przed kościołami sprzedaje się «rury», skręcone kawały ciasta dla zdrowych zębów”.

Od dziesięcioleci poznańskie rury pojawiają się na stoiskach przed cmentarzami w okresie Wszystkich Świętych i z tym jesiennym czasem są kojarzone przez większość poznaniaków. W ostatnich latach trafić na nie można znacznie częściej, sprzedawane są bowiem podczas wielkopolskich jarmarków, festynów czy kościelnych odpustów. Starzy poznaniacy pamiętają jednak, że pierwotnie wypiekane i oferowane były jedynie w czerwcu, podczas Bożego Ciała czy Zielonych Świątków. Dziennikarz poznańskiego „Wprost” określał je nawet jako „wiankowy przysmak”, wiążąc w pamięci z wiankami puszczanymi po Warcie podczas najkrótszej, letniej nocy: „No i wiankowy przysmak: rury. Owe cudowne w smaku rury po 10 czy 20 groszy – już nie pamiętam. Te, które po długiej przerwie wróciły w ostatnich latach do Poznania na procesje Bożego Ciała, przy której to okazji i wtedy się je zresztą jadało. Twarde, zwinięte rury z brązowego ciasta, smakujące miodem, nocą, tłumem, Wartą, radością, młodością, Poznaniem”. Przepis na przygotowanie klasycznych, poznańskich rur stanowi jedną z najbardziej strzeżonych tajemnic regionalnej kuchni, znany jest nielicznym, skrzętnie ukrywany, przekazywany w rodzinach z pokolenia na pokolenie. Wszyscy znają składniki, nikt nie zna proporcji. Ciasto podobne jest do piernikowego, jednak bardziej kruche i znacznie cieńsze, dodaje się do niego miód spadziowy, karmel i skrobię. Rury nie zawierają natomiast jajek, tłuszczu ani mleka. Podobno przygotowuje się je tak samo jak ciasto piernikowe, a tajemnica tkwi w sposobie pieczenia, bo rury nie zastygają w blaszkach tylko na specjalnych, rozgrzanych, szklanych rurach. Są jednak i tacy, którzy twierdzą, że istnieje jakiś tajemniczy składnik, który sprawia, że mają swoisty, niepowtarzalny smak i kruchość, a dowodem na to ma być fakt, że żadnemu poznańskiemu cukiernikowi nie udało się dotąd odnaleźć tego składnika i żaden nie zrobił z poznańskich rur swojego sztandarowego produktu.

Tradycja poznańskich rur podtrzymywana jest nie tylko w ich kształcie oraz czasie, kiedy są oferowane. Tradycja jest kultywowana także w kwestii osób oferujących te wypieki. Przed wojną rury nie znajdowały się w ofertach poznańskich cukierni czy piekarni, ale sprzedawane były przez zakonnice czy okazjonalnych przekupniów. Podobnie jest i dzisiaj. Co prawda liczba zakonnic w Poznaniu bardzo się zmniejszyła i mają tyle zadań, że nie znajdują już czasu na pieczenie rur. Rury nie trafiły jednak do menu firm cukierniczych. Sprzedawane są niezmiennie przez okazjonalnych, niekoncesjonowanych handlarzy, doraźnie trudniących się handlem tymi smakołykami. Są one bowiem wypiekiem, który przygotowuje się na domowy użytek, są wyrobem o charakterze ekonomicznym. Ich sprzedaż stanowiła istotny dochód dla poznańskich zakonnic, a teraz dają okazję dorobienia do skromnego, domowego budżetu tym, którzy znają legendarny przepis na poznańskie rury.

Odpowiedzi studenta do podpunktów b) i c) z zadania:

Ad. b)

  • Geneza i pochodzenie poznańskiej rury.
  • Wspomnienie o tych ciastach przez Kazimierza Ulatowskiego.
  • Historia wypieku rury przez sióstr zakonnych na upamiętnienie ocalenia mieszkańców podczas procesji Bożego Ciała.
  • Kiedyś wypieki były sprzedawane tylko na Bożego Ciała, a obecnie przeważnie na Wszystkich Świętych.
  • Opis wyglądu rury.
  • Rozpowszechnienie ciasta nie tylko w Poznaniu, ale także w całej Wielkopolsce.
  • Tajemnica składników do wypieków rury.
  • Sprzedawanie przez okazjonalnie w jarmarkach przez nielicznych handlarzy.

Ad. c)

Jednych niewielu wypieków w poznańskiej kuchni jest rury, która również znana inaczej jako dachówkami, lub trąbami. Legenda odpowiada, że podczas uroczystości Bożego Ciała, kiedy wierni śpiewali pobożne pieśni w procesji spadły dachówki na nich, lecz jednakże nikomu nie stało się. Z tego wydarzenie siostry zakonne zaczęły wypiekać ciasta na upamiętnienie tego wydarzenia, jako podziękowanie opieki Boga i ocalenie życie wiernych. Sprzedawane przeważnie zazwyczaj na tylko podczas Bożego Ciała i Zielonych Świątków, a teraz zazwyczaj można spotkać się na targach we Wszystkich Świętych. Słodkie i wypiekane rury jest wyłącznie regionalnej kuchni, gdzie rozpowszechnia się nie tylko w Poznaniu, ale także całej Polsce szczególnie sprzedaży podczas jarmarków. Tajemniczy składniki rury jest znany jedynie niewielu, z którego dający dobry smak. Przekazywane jedynie z pokolenia na pokolenie przepis regionalnej smakołyków i wypiekane w domowej kuchni.

W innym ćwiczeniu zaproponowałam studentowi, by najpierw sam spróbował zbudować legendę na podstawie ilustracji:

Proszę napisać opowiadanie, budując fabułę wokół poniższych ilustracji:

Poradził sobie z tym zadaniem następująco:

Wśród górskiej krainie przemierzając przez lasy, rosnące wysokie drzewa, krzewy, gdzie słychać z daleka strumień rzeczki. Przemierzając przez drogą polną, co można byłoby usłyszeć odgłos podkowy przemierzając rycerz – św. Marcin – siedzącym na koniu. Po drodze zauważył na uboczu ścieżki leżącego biedaka, którego nie miał ubrania na sobie, więc ów żołnierz uciął z swojego czerwonego płaszcza i dał ubogiego człowieka, aby mógł przykryć i ogrzać tym materiałem. Jednakże obecnie upamiętnienie na cześć św. Marcina piecze ciasto tzw. rogale świętomarcińskie, którego przypominają podkowy konia – jak podają legendy – ów zwierzę świętego miało go. Do dziś piekarze pieczą w piecach przygotowane rogale, szczególnie na obchody św. Marcina w 11 listopada.

Podsumowanie

Wykorzystanie gier i ćwiczeń w formie zabawy pozwoliło realizować najważniejsze cele zajęć, do których należały:

  1. zapewnianie kontaktu z językiem w formie zabawowej,
  2. wzbudzenie, a na dalszym etapie umacnianie motywacji do nauki języka i chęci podejmowania wysiłku związanego z rozwijaniem poziomu sprawności czytania i pisania,
  3. rozwijanie sprawności językowych.

Wartością dodaną, którą w rozmowie wymienił student po pierwszym roku zajęć, było poznanie tradycji i historii związanej z Poznaniem. Student cenił również komfort pracy, bez sztywnego schematu wymuszanego realizacją podręcznika i podstawy programowej. Dodatkowo chętnie wracał do gier, w których obecny był pierwiastek humorystyczny, który w jego ocenie uatrakcyjnił zajęcia. Student nie nudził się, ponieważ to od jego aktywności zależał ostateczny efekt pracy. Rosły jego motywacja i zaangażowanie. Dzięki temu, że zabawy te wymagały samodzielności, szybciej zapamiętywał materiał gramatyczny.

Zaproponowane ćwiczenia poza celem nadrzędnym, jakim jest rozwijanie sprawności czytania i pisania oraz utrwalanie struktur gramatycznych, służą także innym celom pomocniczym. Przede wszystkim polepszają umiejętność wyszukiwania informacji, przetwarzania ich. Pobudzają wyobraźnię i kreatywność, jak również pozwalają na wykorzystanie zdobytej na innych zajęciach wiedzy. Powoduje to wzrost motywacji do nauki. Możliwość zaprezentowania wiadomości z historii podniosła samoocenę studenta.

Mocne strony takiej formy zajęć, które wskazał student podczas rozmowy po zakończonym roku akademickim, można wypunktować następująco:

  1. brak poczucia stresu i strachu przed popełnieniem błędu,
  2. poczucie zadowolenia z samodzielnie wykonanego zadania,
  3. poczucie satysfakcji z tego, że potrafi napisać dłuższą wypowiedź,
  4. zrozumienie zagadnień gramatycznych bez konieczności ciągłego drylu,
  5. atrakcyjna forma zajęć z wykorzystaniem nieznanych dotąd ćwiczeń,
  6. możliwość wyboru tematu zajęć (tekstów),
  7. pozytywny feedback (konstruktywna ocena prac).

Bibliografia

  • Iluk, J. (2013), Jak (de)motywujemy uczniów na lekcji języka obcego?, Języki Obce w Szkole”, nr 4, s. 67–74.
  • Motyl, S. (2012), Rola gier edukacyjnych w nauczaniu języka niemieckiego,Językoznawstwo: współczesne badania, problemy i analizy językoznawcze”, nr 6, s. 105–113.
  • Mróz, A., (2001), Gry i zabawy w procesie nauczania języków obcych,Języki Obce w Szkole”, nr 1, s. 164–168.
  • Jura, M. (2011), Polszczyzna Głuchych. W: K. Pluskota, K. Taczyńska (red.) Nowe perspektywy w nauczaniu języka polskiego jako obcego II, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, s. 37–50.
  • Kowal, J. (2011), „Milczący cudzoziemcy” – Głusi jako uczący się języka polskiego jako obcego – wyzwanie współczesnej glottodydaktyki?, [w:] K. Pluskota, K. Taczyńska (red.) Nowe perspektywy w nauczaniu języka polskiego jako obcego II, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, s. 21–27.
  • Ruta, K. (2017), O spójności tekstów pisanych w języku polskim przez osoby z dysfunkcją słuchu, [w:] E. Kubicka, M. Berend, M. Rittner (red.) Nowe perspektywy w nauczaniu języka polskiego jako obcego IV, Toruń: Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, s. 139–152.
  • Ruta, K. (2014), Sprawność pisania tekstów w języku polskim wśród studentów z dysfunkcją słuchu, [w:]A. Mielczarek, A. Roter-Bourkane, M. Zduniak-Wiktorowicz (red.) Sukcesy, problemy i wyzwania w nauczaniu języka polskiego jako obcego, Poznań: Wydawnictwo Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk,  s. 325–337.
  • Siek-Piskozub, T. (1994), Gry i zabawy w nauczaniu języków obcych, Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne.
  • Siek-Piskozub, T. (1995), Gry, zabawy i symulacje w procesie glottodydaktycznym, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
  • Siek-Piskozub, T. (2001), Uczyć się bawiąc. Strategia ludyczna na lekcji języka obcego, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
  • Surdyk, A. (red.) (2007), Kulturotwórcza funkcja gier. Gra jako medium, tekst i rytuał, t. 1, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
  • Surdyk, A., Szeja, J. (red.) (2007), Kulturotwórcza funkcja gier. Gra jako medium, tekst i rytuał, t. 2, Poznań: Wydawnictwo Naukowe UAM.
  • Kowalczyk, K. (2016), Edukacja w pikselach. Gry komputerowe w procesie kształcenia, Gdańsk: Wydawnictwo Naukowe Katedra.
  • Król, R. (2007), Efektywność gier dydaktycznych w procesie kształcenia, Kraków: Impuls.
  • Łuc, I. (2010), Współczesne gry komunikacyjnojęzykowe, Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego.

1 W literaturze przedmiotu z zakresu językoznawstwa, kulturoznawstwa czy socjolingwistyki funkcjonuje wiele określeń odnoszących się do osób z wadą słuchu. Nie jest przedmiotem tego artykułu przybliżanie pełnej nomenklatury. Na potrzeby wywodu będę stosować wymiennie nazwy: „niesłyszący”, „osoba z wadą słuchu”, „osoba z dysfunkcją słuchu”, traktując je synonimicznie.

2 Po raz pierwszy określenia tego użył prof. Marek Świdziński w 2005 r., o czym pisze także J. Kowal (2011).

3 Teksty pisane przez studentów z dysfunkcją słuchu były przedmiotem moich analiz w osobnym artykule (Ruta 2017).

4 O funkcjach gier i zabaw, ich celach w procesie dydaktycznym powstało wiele opracowań. Zob. m.in.: prace T. Siek-Piskozub (1994, 1995, 2001), jak również K. Kowalczyk (2016), R. Król (2007), I. Łuc (2010) i prace zbiorowe, np. Gry i zabawy w kształceniu językowym. Propozycje – scenariusze – projekty (2000), Kulturotwórcza funkcja gier. Gra jako medium, tekst i rytuał (2007).

5 O sposobach wykorzystania materiałów humorystycznych w nauce języka obcego pisały E. Klimiuk, U. Szalast-Bytys w artykule Z humorem, czyli praktyczne zastosowanie materiału humorystycznego na zajęciach z języka rosyjskiego, „Języki Obce w Szkole” 2012, nr 1, s. 119-127.

6 Wyróżnione są wyrazy podkreślone przez studenta, zgodnie z pierwszym poleceniem zadania.