Polonez po amerykańsku, czyli o projekcie „Living Together”

Numer JOwS: 
str. 61
Uczestnicy projektu. Fot. Dariusz Mieńko

Rozmowa z Joanną Jędrzejczak, nauczycielką języka angielskiego w Liceum im. ks. Piotra Skargi w Szamotułach, koordynatorką projektu „Living Together”.

Gdy 12 października tego roku uczniowie Gimnazjum i Liceum im. Ks. Piotra Skargi w Szamotułach spędzali czas w szkole przyszłości „na kółkach”, czyli Mobilnym Centrum Edukacyjnym Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji, ich nauczyciele odbierali prestiżową nagrodę European Language Labelh. Zostali docenieni za przeprowadzenie – wraz ze szkołą Hanover High School ze Stanów Zjednoczonych – projektu edukacyjnego „Living Together: Multiculturalism in the Polish-Lithuanian Commonwealth”. Uczniowie obu szkół odwiedzili się wzajemnie, a komisja konkursowa doceniła niestandardowe działania związane z tą wizytą. Podkreślono interdyscyplinarność projektu oraz zaangażowanie wielu podmiotów. Oprócz statuetki i certyfikatu podpisanego przez minister edukacji Annę Zalewską, grupa projektowa zdobyła dla szkoły również nagrody rzeczowe: iPada oraz gry edukacyjne.

Amerykańscy uczniowie tańczący poloneza w Szamotułach. Bezcenny widok.

Miłe doświadczenie i dla nich i dla mnie. Uczniowie bawili się świetnie, a ja mogłam im opowiedzieć o swojej pasji. Jestem członkiem Zespołu Folklorystycznego „Szamotuły”, który działa na naszym terenie już od ponad pół wieku. Kierownik zespołu, a zarazem instruktor i choreograf, pokazywał podstawowe kroki. Opiekun grupy amerykańskiej był moim partnerem w tańcu. Nie wszyscy wiedzą, że nasze Wesele Szamotulskie jest na krajowej liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO, czym się oczywiście pochwaliliśmy naszym gościom ze Stanów.

Przyspieszyło pani życie, kiedy realizowany był projekt we współpracy z amerykańską szkołą?

Bardzo! Dopiero wróciłam ze Stanów Zjednoczonych. Byłam tam pierwszy raz. Przekonałam się, że zaangażowanie pasjonatów z różnych szkół daje fantastyczne efekty i szkole i nauczycielom, a przede wszystkim uczniom. Członkowie grupy projektowej połknęli bakcyla i bardzo się w tym czasie rozwinęli. Ostatnio do Hanover High School pojechało wielu nieśmiałych uczniów. Wiedziałam, że potrafią się komunikować po angielsku, ale na lekcjach rzadko się odzywali. Po trzech dniach pobytu – zaskoczenie. Zaczęli pisać do mnie wiadomości po angielsku!

To co takiego się tam stało?

Brakowało im wcześniej wiary w siebie, a amerykańscy uczniowie i opiekunowie chwalili ich, pokazywali im, że wszystko rozumieją. I wreszcie się odblokowali. Dla mnie jako nauczyciela to było fascynujące.

Jak pani wspomina ten rok?

Na pewno wizyta Mobilnego Centrum Edukacyjnego FRSE była dla nas bardzo ważna. Nigdy wcześniej nie było na szkolnym parkingu w Szamotułach tak wielkiej ciężarówki! Wasi wolontariusze przywieźli puzzle, które można wykorzystać do nauki języka. To zainspirowało jednego z naszych uczniów: Eryk poprowadził lekcję polskiego, na którą specjalnie powycinał puzzle, żeby uatrakcyjnić zajęcia.

Jako laureaci nagrody European Language Label dostaliśmy iPada, którego wykorzystujemy teraz do nakręcenia filmu podsumowującego projekt. Bardzo miło wspominam słowa, które usłyszałam, odbierając nagrodę, o tym, że nasz projekt jest bardzo dobry i świetnie przemyślany. Prawdę mówiąc, nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. Mnie i mojej koleżance, Wiesławie Araszkiewicz, z którą wspólnie prowadziłyśmy projekt, zależało, by uczniowie dobrze się bawili, rozwijając przy okazji swoje umiejętności językowe. I to się udało dzięki zaangażowaniu wszystkich anglistów i historyków w naszej szkole, a także przychylności dyrekcji oraz organu prowadzącego!

Zabrzmiało jak podziękowania na gali.

Tak, bo w ten projekt było włączonych naprawdę wiele osób. Wiesia była odpowiedzialna za część historyczną, ale też nawiązała kontakt z Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Wspólnie pozyskiwałyśmy sponsorów. Ja, ze względu na znajomość języka, kontaktowałam się z Amerykanami. Razem wymyślałyśmy, jak się będzie rozwijał projekt.

A skąd pomysł, by wątek wielokulturowości w polskiej historii – który był tematem projektu – realizować we współpracy z amerykańską szkołą?

To ich zasługa. Nauczyciel języka francuskiego z amerykańskiego Hanover High School wysłał e-mail do Żydowskiego Muzeum Galicja w Krakowie. Jest Żydem i zależało mu, by pokazać, że historia obecności jego narodu w Polsce to nie tylko ciemne karty, takie jak Holokaust, ale również czas współistnienia i przenikania się kultur w okresie Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Zgłosiliśmy się. Thomas przyjechał do naszej szkoły i zaczęliśmy rozmawiać o wspólnym projekcie. Nie chodziło nam tylko o zwiększenie umiejętności językowych, ale też wykorzystywanie języka obcego do odkrywania przeszłości na nowo. Położyliśmy nacisk na kwestie wielokulturowości w naszej historii, także tej bardzo lokalnej. Tutaj, w Szamotułach, społeczeństwo było zróżnicowane kulturowo, a jednak potrafiło współdziałać i żyć ze sobą w zgodzie. Chcieliśmy o tym przypomnieć uczniom. Zależało nam, by młodzież stała się bardziej otwarta na inne osoby, bez względu na narodowość, język czy kolor skóry. W marcu odwiedzili nas uczniowie z amerykańskiej szkoły w Hanover w stanie New Hampshire. Spędzili tu tydzień.

Jak przyjęli ich wasi uczniowie?

Wszyscy bardzo szybko się zintegrowali. Odwiedziliśmy wspólnie Muzeum byłego niemieckiego Obozu Zagłady Kulmhof w Chełmnie nad Nerem, zwiedziliśmy Łódź, Warszawę i Poznań oraz okolice Szamotuł. Młodzież amerykańska była bardzo otwarta. Nasi uczniowie byli zaskoczeni tym, jak pozytywnie goście odbierali realia życia w Polsce, jak podobały im się szkoła i nasze małe Szamotuły. To bardzo nas podbudowało. Nasi uczniowie zobaczyli, że są bardzo podobni do swoich amerykańskich kolegów, lubią słuchać tej samej muzyki, podobnie spędzają wolny czas.

A bariera językowa?

Nie było takiej. Mamy klasy, w których jest aż siedem godzin języka angielskiego w tygodniu, więc uczniowie, którzy brali udział w projekcie, świetnie sobie radzili w rozmowach. Zresztą wyniki matur pokazują, że można nauczyć się angielskiego w szkole.

Później to wy odwiedziliście Amerykanów. Co szczególnie zapadło pani w pamięć?

To, że tamtejsza młodzież nie boi się wystąpień publicznych, swobodnie wypowiada się na forum. To jest coś, czego powinniśmy uczyć nasze dzieci i upowszechniać w naszym środowisku. Jestem też pod wrażeniem ich obywatelskiej postawy. Przyjechaliśmy do nich akurat przed midterm elections, czyli wyborami parlamentarnymi, i na każdym kroku w szkole napotykaliśmy hasła typu: „Voting is your precious civil right and also an awesome responsibility. Have you registered to vote?”. Młodzi są tam świadomi, że każdy – jako obywatel – ma ogromne możliwości, jeśli tylko weźmie sprawy w swoje ręce. Cieszę się, że zobaczyli to nasi uczniowie.

Inne hasło – „Changing lives, opening minds” – widnieje na fundacyjnym MCE.

Bardzo mi się podobało, nawet zrobiłam sobie zdjęcie. W przyszłym roku obchodzimy stulecie powstania naszej szkoły i powiedziałam pani dyrektor, że to hasło idealnie pasuje na tę rocznicę. Wiem, że macie do niego prawa autorskie, więc je lekko zmienimy [śmiech].

Czy te słowa trafnie opisują to, co działo się podczas projektu?

W ankietach uczniów czytałam, że to było dla nich „life changing experience”.

Dla pani też?

Projekt pokazał mi, że warto sięgać, gdzie wzrok nie sięga. Nikt na początku się nie spodziewał, że się uda. I co? Daliśmy radę! Ten projekt dał mi pewność siebie i przekonanie, że warto inwestować również w to, co wydaje się niemożliwe – nawet jeśli jest to podróż za ocean.

Rozmawiał Michał Radkowski