Umieć a używać, czyli językowe dylematy

Numer JOwS: 
str. 49
Ilustracja: Dorota Zajączkowska

Obawa przed używaniem języka obcego w praktyce bywa poważną blokadą w porozumiewaniu się. Jak spowodować zatem, żeby dzieci nie tylko chciały uczyć się języka, lecz także stosowały go w codziennym życiu? Czy można sprawić, że młodzież, chłonąc język, przestaje myśleć o tym, że się go uczy? Na te pytania odpowiadali Monika Mojsiejonek, nauczycielka języka angielskiego, i Kamil Matras, nauczyciel matematyki, ze Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Zaborze (woj. lubuskie). W projekcie „Be a buddy, not a bully” zmierzyli się oni nie tylko z problemem przemocy rówieśniczej, lecz także z wyzwaniem w postaci aktywnej współpracy językowej uczniów. Projektowi przyznano Europejską Nagrodę eTwinning 2019 (w kategorii: Język angielski). W tym samym roku wyróżniono go certyfikatem European Language Label.

Jak język angielski był wykorzystywany w projekcie „Be a buddy, not a bully”?

Monika Mojsiejonek: W każdym projekcie staramy się przede wszystkim zachęcać uczniów do aktywnego używania języka, którego uczą się przecież od kilku lat. Dla osób z najstarszych klas to ósmy rok nauki angielskiego. Mimo takiego doświadczenia blokada językowa występuje u większości uczniów. To dość typowe dla nastolatków: boją się mówić, wstydzą się, obawiają wyśmiania. Temat tego konkretnego projektu był odpowiedzią na ich potrzebę rozwiązania problemów związanych z przemocą. Dzieci się otworzyły i chętniej wykorzystywały język angielski w realizacji swoich działań.

Kamil Matras: Projekt opierał się na aktywnej współpracy uczniów. My jako nauczyciele ograniczyliśmy nasz wpływ i działania do minimum. Przedsięwzięcie dotykało problemu uczniów, chcieliśmy więc z nich wyciągnąć jak najwięcej, sprawić, żeby to oni się wykazali. A to, że musieli to robić w języku obcym, w praktyce w ogóle im nie przeszkadzało.

W projekcie brały udział dzieci ze szkół partnerskich z Francji i Czech. Jak państwo zachęcali swoich podopiecznych do używania języka w kontaktach z nimi?

MM: Cały czas staraliśmy się ich wzmacniać wiarę we własne możliwości i uświadamiać im, że faktycznie znają język, tylko jeszcze nie do końca potrafią go wykorzystać. Dzieci bardzo chętnie zaangażowały się w zadania, gdy zobaczyły, że ich partnerzy projektowi też to robią. Zaczęli od wspólnego tworzenia słownika pojęć związanych z przemocą. Jeśli któryś uczestnik się pomylił, wówczas na grupowym czacie inni mogli zwrócić mu na to uwagę i pokazać, że warto byłoby coś napisać inaczej. Nikt nikomu jednak nie wytykał błędów. W trakcie wideokonferencji nigdy też nie zmuszaliśmy dzieci do mówienia – nie robimy tego w żadnym projekcie międzynarodowym. Jeśli nie czuli się na siłach powiedzieć więcej, wystarczyło, że się tylko przedstawili. Z czasem jednak dzieci same zaczynały wyrywać się do odpowiedzi.

O czym rozmawiali uczniowie podczas wideokonferencji?

MM: Grupy międzynarodowe tworzyły wspólne historie dotyczące przemocy, a następnie na ich podstawie przygotowywały komiksy. Omawiały filmy i seriale. Temat był im bliski i tak bardzo się w niego zagłębiły, że język, którym się posługiwały, zszedł na dalszy plan. Skupiały się na rozwiązaniu problemu i to chyba właśnie dzięki temu odnieśliśmy taki sukces. Dzieci przestały też przywiązywać zbyt dużą wagę do swoich błędów językowych, a warto dodać, że takie nastawienie jest bardzo trudne do osiągnięcia na co dzień w klasie, bo nauka kojarzy im się głównie z ocenianiem. W projekcie jest inaczej – uczniowie wiedzą, że nie podlegają żadnej ocenie. Nam zależało na tym, żeby odważyli się wyrazić swoją opinię. Byliśmy z nich dumni, że chociaż spróbowali, nawet jeśli nie do końca potrafili poprawnie powiedzieć, o co im chodzi. My byliśmy tam tylko po to, żeby im w tym pomóc. Po drugiej stronie monitora zasiadała jednak młodzież ze szkół średnich. Czy to nie onieśmielało nieco dzieci z państwa podstawówki? KM: Myślę, że w praktyce okazało się to dodatkową motywacją do szlifowania języka. Dzieci chciały pokazać, że też potrafią. MM: Jako językowiec bardzo ucieszyłam się z tego, że współpracujemy ze szkołami średnimi. Wiedziałam bowiem, że jeśli nasze dzieci zobaczą, że osoby niewiele starsze od nich posługują się dobrze językiem, zmotywuje ich to do tego, by osiągnąć wyższy poziom, bo będzie im zależało na lepszej komunikacji. I faktycznie tak było.

KM: Okazało się, że mimo starszego wieku zagranicznych uczniów, ich poziom biegłości językowej był zróżnicowany. Były osoby mówiące świetnie, ale też takie, którym do osiągnięcia perfekcji sporo brakowało. Podczas realizacji projektu dzieci cały czas odkrywały, że mimo wieluróżnic kulturowych czy językowych są takimi samymi nastolatkami.

Czy dzieci biorące udział w projektach poprawiają swoje wyniki w nauce?

MM: Widać, że są dużo bardziej zmotywowane do tego, żeby np. poprawić oceny negatywne, które zdarzyło im się otrzymać.  Wcześniej odpuszczały sobie powtarzanie do kartkówek i sprawdzianów. A tu się nagle okazało, że zaczęły walczyć o lepsze stopnie. Nastąpił więc widoczny przyrost wiedzy i motywacji.

KM: Dzieci, działając w projekcie, nabrały też więcej odwagi i pewności siebie, a to przełożyło się pozytywnie na ich aktywność w trakcie lekcji.

Jak uczniowie spoza projektu reagowali na pracę jego uczestników?

MM: Gdy organizowaliśmy nasze międzynarodowe wideo- konferencje i czaty, inne dzieci przychodziły i obserwowały z zaciekawieniem, co się dzieje. Tak nasza grupa projektowa zaczęła się rozrastać. W konsekwencji było tak dużo osób chętnych, że musieliśmy stwo- rzyć dwa zespoły. Podczas zadań projektowych było widać dobry wpływ „starych” uczestników na „nowe” dzieci. Pojawiało się też zainteresowanie ze strony rodziców.

Jak ten i inne projekty wpłynęły na państwa? Pani jest anglistką, ale przecież pan, panie Kamilu, uczy matematyki.

KM: Faktycznie, projekty mocno zmuszają do rozwoju. Muszę przyznać, że bez wsparcia koleżanki nigdy z taką inicjatywą bym nie ruszył. Zaangażowanie się zmusiło mnie jednak do tego, żeby doskonalić język. Mimo że dzieci działają same, to my przecież nad tym czuwamy. Musimy wiedzieć, o czym piszą, co mówią i co się w ogóle dzieje. Musimy je też wspierać, kiedy czegoś nie rozumieją. Poza tym projekty wiążą się z zagranicznymi wyjazdami, konferencjami i wystąpieniami. Musiałem więc się przełamać i sam zacząć się uczyć.

Co jest kluczem do dobrego projektu, który przekłada się na poszerzanie umiejętności językowych?

MM: Ważne jest to, by robić projekty interdyscyplinarne z wykorzystaniem języka, bo gdybyśmy robili tylko projekty językowe, to po pewnym czasie dzieci byłyby znudzone. Staramy się szukać tematów ciekawych, nowych, które można połączyć z językiem. Jak widać, dobrze nam to wychodzi, bo dzieci w trakcie trwania projektu nie są do końca świadome, że chłoną język – zanurzają się w nim. Dla nich to jest rodzaj zabawy. Choć zdarzają się uczniowie, którym nie podoba się to, że stawiamy na doświadczanie i samodzielne odkrywanie, w większości uczestnicy podchodzą do tego z chęcią i zaangażowaniem.

KM: Zajęcia projektowe były też dla dzieci okazją do odniesienia sukcesu. Uczniowie są różni – jedni uczą się świetnie, inni nieco gorzej. A o przemocy zapewne każdy ma coś do powiedzenia. W trakcie projektu dzieci mogły więc powiedzieć coś ważnego, coś, co może się przydać innym, i to był ich mały sukces. Mały, ale dla nich bardzo ważny.