Do czego dzisiaj potrzebna jest łacina?

Numer JOwS: 
str. 62

Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie jest koniecznością, szczególnie w sytuacji, kiedy łacina traci znaczenie w edukacji i jako przedmiot nauczania powoli przestaje istnieć. W artykule przedstawiono kilka przykładów na to, że potrzeba nauczania łaciny istnieje i wynika z otaczającej nas rzeczywistości. Trzeba jednak na nowo określić, czym dzisiaj jest, i czym może być, łacina rozumiana szeroko jako latinitas.

Pobierz artykuł w pliku PDF

Przyznaję, że mam pewien kłopot z udzieleniem odpowiedzi na pytanie o potrzebę łaciny dzisiaj. Jako nauczycielka języka łacińskiego właściwie powinnam napisać, że nauka tego przedmiotu, mimo wielu trudności, przynosi same korzyści. Z drugiej strony, bycie nauczycielem łaciny sprowadza błyskawicznie na ziemię, bowiem w nowej podstawie programowej figuruje ona w grupie przedmiotów artystycznych, obok plastyki i muzyki. Nie wiem, ilu jest jeszcze wśród dyrektorów szkół, nauczycieli i uczniów entuzjastów łaciny. Szacuję na podstawie własnego rozeznania i danych umieszczonych na stronie Fundacji „Traditio Europae”, że w Polsce na IV etapie edukacyjnym uczy się łaciny i kultury antycznej ok. 1 proc. uczniów, w wymiarze średnio od 1 do 2 godzin tygodniowo, najczęściej przez jeden rok. Nie słyszałam o nauczaniu tego przedmiotu na III etapie edukacyjnym, choć są nauczyciele, którzy podejmują w tym zakresie pewne próby. Patrząc z takiej perspektywy, cóż można odpowiedzieć na pytanie – do czego dzisiaj potrzebna jest łacina? Do niczego. Nie warto bowiem marnować czasu, którego i tak wszystkim ciągle brakuje, na naukę języka, którym już nikt nie mówi. Sądzę jednak, że można odpowiedzieć na tak postawione pytanie innym pytaniem: czym jest dzisiaj łacina? – ze szczególnym naciskiem na słowo dzisiaj. Każdy, kto choć trochę zna i rozumie kłopoty związane z nauczaniem tego przedmiotu w szkole, zgodzi się, że łacina nie jest przedmiotem artystycznym. Ale też nie jest, a może przede wszystkim nie powinna być, przedmiotem, którego obraz zostaje w naszej świadomości po lekturze Ferdydurke Witolda Gombrowicza. Nie jest też jednym z języków obcych w zwyczajowym rozumieniu tego słowa, co warto podkreślić szczególnie w tym czasopiśmie. Chociaż przez lata funkcjonowania łaciny w szkole utrwaliła się pewna tradycja jej postrzegania i nauczania, jestem przekonana, a piszę te słowa na podstawie własnego doświadczenia, że należy ją zdecydowanie odświeżyć i zrewidować.

Łacina depozytem kulturowym

Sądzę, że każdy potrafi wskazać wiele elementów europejskiego depozytu kulturowego. Szczególnym jego rysem jest dziedzictwo starożytnych Greków i Rzymian. Na naszym rodzimym polskim gruncie bez elementarnej znajomości antyku trudno w ogóle mówić o rozumieniu specyfiki kultury narodowej. To właśnie latinitas, rozumiana jako poczucie przynależności do świata łacińskiego, i przekonanie, że Rzeczpospolita to najdoskonalsze wcielenie rzymskiej idei republikańskiej, były jednymi z fundamentów tożsamości narodowej i kulturowej obywateli. Do przekazu tych wartości służyła Polakom do końca XVIII wieku łacina – uważana powszechnie za drugi język narodowy. Znajomość tego języka w wielonarodowej Rzeczypospolitej nobilitowała i jednoczyła obywateli. I tak z czasem, szczególnie w Polsce, łacina rozumiana była jako zapis wspólnego dziedzictwa, do którego należał nie tylko język, ale też prawo, myśl filozoficzna, wzorce osobowe, cnoty obywatelskie, obyczaje, tradycje, literatura, sztuka i architektura. Wracając zatem do postawionego wcześniej pytania, możemy powiedzieć, że dzisiaj łacina jest kluczem, który pomaga czytać i rozumieć otaczającą rzeczywistość, umożliwia poruszanie się w świecie znaków jak w dobrze znanym miejscu, otwiera drzwi do wiedzy o przeszłości, ale przede wszystkim ułatwia zrozumienie własnej tożsamości. Wydaje się, że szczególnie dzisiaj, w dynamicznie zmieniającym się świecie, coraz bardziej potrzebujemy precyzyjnych narzędzi do czytania i poznawania zarówno depozytu pozostawionego przez przodków, jak i otaczającej nas rzeczywistości. Zaryzykowałabym twierdzenie, że łacina rozumiana w kontekście latinitas jest dzisiaj czymś w rodzaju biletu, klucza czy też kodu pin, a nawet karty kredytowej. Słowem – zintegrowanym urządzeniem, dzięki któremu poznajemy tajemniczy szyfr kultury, komunikujemy się i czerpiemy wiedzę niezbędną do czytania i rozumienia współczesności. A jak to „urządzenie” działa czy też mogłoby działać w szkole? Pytanie o sens nauki łaciny pojawia się najczęściej wtedy, gdy uczniowie, nierzadko powodowani ciekawością, zaczynają się jej uczyć. Wtedy okazuje się, że trudno to wytrzymać i słychać często powtarzane – ale hardcore! Jak można zrozumieć sens szlifowania przekładów i nauki trudnych do wymówienia słów w świecie, w którym informacje zdobywa się przez jedno kliknięcie? To oczywiste, że łacina staje się przeszkodą prawie nie do pokonania. Dlaczego? Najlepiej na to pytanie odpowiedział mający za sobą naukę łaciny Zbigniew Herbert (2000:99), poświęcając temu językowi piękny esej w zbiorze Labirynt nad morzem:

Istnieje błędny pogląd, że tradycja jest czymś podobnym do masy spadkowej i że dziedziczy się ją mechanicznie, bez wysiłku, dlatego ci, którzy są przeciw dziedziczeniu i niezasłużonym przywilejom, występują przeciw tradycji. A tymczasem, w istocie każdy kontakt z przeszłością wymaga wysiłku, pracy, jest przy tym trudny i niewdzięczny.

Otóż to – łacina stawia wymagania. Umiejętność logicznego myślenia, dokładność, systematyczność, dociekliwość, cierpliwość, uporządkowanie, pracowitość – to cechy niezbędne do tego, aby z powodzeniem przejść przez drogę nauki łaciny, która jest również kształceniem charakteru. Wydaje się, że w kontekście zadań szkoły nie powinno nas to dziwić. Z łaciną jest trochę tak jak z pisaniem na murach. I w odległej starożytności, i w czasach nowożytnych łacińskie napisy na murach robiły prawdziwą karierę. Wystarczy wspomnieć starożytne budowle i dzieła sztuki, a następnie uniwersytety, szkoły, szpitale, a z czasem centralne budowle miejskie i państwowe, galerie, muzea, prywatne domy, aż po przedmioty codziennego użytku. Jedna z najstarszych uczelni europejskich – Uniwersytet Oxfordzki – ma w swoim herbie słowa wzięte z psalmu 27: Dominus illuminatio mea [Pan moim światłem]. Studenci i profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego od wieków pochylają głowy pod napisem umieszczonym nad wejściem do Collegium Maius: Plus ratio quam vis [Rozum znaczy więcej niż siła]. Ta mądrość, zaczerpnięta z pism rzymskiego elegika Korneliusza Gallusa, przypomina, że to rozum właśnie jest najlepszym narzędziem do rozwiązywania konfliktów i pokonywania trudności. Gdybyśmy jeszcze z Europy przenieśli się do Stanów Zjednoczonych, zauważylibyśmy, nie bez pewnego zdziwienia, że sytuacja wygląda podobnie, a nawet, można powiedzieć, występuje w większym natężeniu. Budynki stanowe, rządowe, biblioteki, siedziba Kongresu – opatrzone są łacińskimi napisami. Nawet na rewersach monet możemy przeczytać motto – sedno dumy Amerykanów: E pluribus unum [Jedność z wielości]. Jeśli przyjrzeć się bliżej temu zjawisku napisów, można zauważyć, że: po pierwsze – było ono niemal powszechne, po drugie – źródłem cytatów są trzy wielkie filary naszej kultury: tradycja grecka, rzymska i Biblia, i – po trzecie – językiem owych przedziwnych graffiti jest łacina. Czyżby nie można było tych trudnych do zapamiętania zdań i sentencji napisać w zrozumiałym dla każdego języku ojczystym? Wydaje się jednak, że skoro te napisy są cytatami z naszego depozytu kulturowego, to właśnie dlatego zostały zapisane i przekazane w języku, który chroni ów depozyt przed zmiennością. Języki żywe bowiem, przy pomocy których komunikujemy się na co dzień, podlegają przeobrażeniom. Niezastąpioność łaciny wiąże się więc z jej ponadczasowym charakterem, ponieważ pomaga ona w przekazie i zrozumieniu tego, co trwałe, zasadnicze i niezmienne – a więc wartości i zasad postępowania. Tłumaczenie i komentowanie łacińskich sentencji i poszukiwanie znaczenia przekazu zawartego w łacińskich maksymach to świetny materiał edukacyjny, który można wykorzystać w szkole nie tylko na lekcjach łaciny.

Czytanie interdyscyplinarne

W pracy nad lekturami nauczyciel łaciny może wspierać polonistę. Gdyby mogli wspólnie popatrzeć np. na Treny Jana Kochanowskiego (1980:567), to znajomość łaciny i wiedza o antyku w istotny sposób pomogłyby zrozumieć, na czym polega niezwykłość tego cyklu utworów. W Trenie VIII poeta ukazuje ogrom straty, jaką jest śmierć córki. Czytamy słowa:

  • Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
  • Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

Jak podkreślają badacze spuścizny Kochanowskiego, Treny budziły wielkie zainteresowanie wśród współczesnych. Były czytane i komentowane, mimo że taka bezpośrednia uczuciowość wobec dziecka nie mieściła się w ówczesnym modelu poezji. Jeśli w pracy nad tekstem wykorzystamy łaciński ślad – doprowadzi on nas do Cycerona. Kiedy ten słynny Rzymianin stracił ukochaną córkę, usunął się z życia publicznego, próbując znaleźć pociechę w filozofii. Otrzymał wtedy list od jednego z przyjaciół, z pocieszeniem i zachętą powrotu do Rzymu, w którym pada pytanie: In unius mulierculae animula si iactura facta est tanto opere commoveris? [Czy aż tak bardzo porusza cię strata jednej małej duszyczki kobiecej?] I oto właśnie w Trenie VIII znajdujemy odpowiedź na pytanie postawione ok. 44 r. p.n.e. – Tak! Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.

Czytanie interdyscyplinarne pozwala w tym przypadku zrozumieć istotę poezji renesansowej. Pokazuje, jak głęboko powiązana jest ona z antykiem, i czym w istocie jest humanizm. Jest wiele lektur szkolnych, nad którymi mogliby razem pracować polonista i nauczyciel łaciny. Taka współpraca otwiera pole do wielu pomysłów, choćby do ćwiczeń w pisaniu, do różnorodnych projektów międzyprzedmiotowych czy popisów retorycznych por. powiązania Trenów z biografią Cycerona po stracie córki oraz korespondencję Serwiusza Sulpicjusza, której ślady znajdujemy w Trenie VIII, na co zwracał uwagę wielokrotnie prof. J. Axer m. in. w komentarzu do Trenów (Kochanowski 1983).