Nauczyciel asystentem - sposób na wzbogacenie warsztatu

Numer JOwS: 
str. 78

Doskonalenie zawodowe nauczycieli może przybierać różne formy. Interesującą propozycją są wyjazdy do innego kraju w celu pełnienia roli asystenta w organizacji zajmującej się edukacją dorosłych. O swoim doświadczeniu w Niemczech pisze jedna z uczestniczek programu. 

Pobierz artykuł w pliku PDF

Wyjazd do Monachium na Asystenturę Grundtviga mogę zaliczyć do kluczowych momentów w moim życiu zawodowym. Wcześniej odbywałam praktykę jako nauczycielka języka niemieckiego w Centrum Kształcenia Ustawicznego w Liceum Uzupełniającym dla Dorosłych we Wrocławiu.

Zauważyłam, że język niemiecki jest odbierany przez słuchaczy jako trudny i mało przyjemny dla ucha. Budzi niezmiennie militarystyczne skojarzenia, łączony jest z drylem, bezwzględnym porządkiem i dyscypliną. Ponieważ większość słuchaczy to byli już dorośli ludzie, zauważyłam, że najbardziej interesujące są dla nich momenty, kiedy zaczynamy mówić o konkretnych sytuacjach i szansach zawodowych w Niemczech. Historie o Goethe, Schillerze czy Leibnizu mogłam schować do lamusa. Nauka języka stawała się interesująca tylko wtedy, kiedy zyskiwała wymiar praktyczny. W tym też kierunku postanowiłam się rozwijać.

W Monachium trafiłam do organizacji non profit, która zajmowała się pomocą dla migrantów. Pracownicy tej instytucji opracowywali projekt dotyczący pomocy obcokrajowcom, który miał ułatwić dostosowanie się do warunków życia, mentalności i niemieckich zasad. Zaproponowałam, że mogę dotrzeć do sporej przecież grupy Polaków mieszkających często od lat w tzw. polskich gettach na terenie Monachium i poprowadzić dla nich kursy językowe, które ułatwią komunikację, poprawią samopoczucie oraz ich szanse na zatrudnienie na rynku niemieckim. Sama miałam nadzieję, że dzięki tym ludziom poznam warunki i problemy zatrudnienia w Niemczech.

Liczyłam na to, że odsłonią przede mną świat, który zweryfikuje moje dotychczasowe wyobrażenia budowane jedynie na podstawie doniesień prasowych oraz tekstów literackich, a także pozwolą dostosować tematykę i metody nauczania do realnych potrzeb, nie tylko Polaków żyjących w Niemczech, ale i Polaków chcących dopiero podjąć pracę w tym kraju.

Kursów nie zaczęłam jednak prowadzić od razu. Najpierw moja organizacja goszcząca skierowała mnie na szkolenie dotyczące fundraisingu, tzn. pisania projektów i pozyskiwania środków z funduszy europejskich. Na szkoleniu trwającym kilka modułów, odbywającym się zarówno w Monachium, jak i Berlinie, zdobyłam niezbędną wiedzę dotyczącą Unii Europejskiej, najważniejszych instytucji unijnych oraz sposobów ich funkcjonowania. Zapoznałam się ze specyficznym słownictwem oraz uzyskałam dostęp do ciekawych materiałów szkoleniowych.

Podczas zajęć z fundraisingu mogłam zaobserwować wiele ciekawych, nowoczesnych i interaktywnych metod szkoleniowych dla dorosłych. Szkolenie prowadzili świetnie przygotowani pod względem merytorycznym i dydaktycznym trenerzy. Jako uczestniczka mogłam „przeżyć” stosowane przez nich metody i stworzyć na własne potrzeby zbiór pomysłów pomocnych w przyszłej pracy. Bacznie obserwowałam, w jaki sposób przygotowują poszczególne moduły, jak piszą program i planują rozkład zajęć, jak dokonują doboru materiałów szkoleniowych oraz w jaki sposób je opracowują, jak decydują o najbardziej efektywnych metodach dydaktycznych.

Nie było miejsca na improwizację czy przypadek. W związku z tym, że byłam nie zwykłą uczestniczką tylko beneficjentką programu Grundtvig, mogłam zadawać pytania, obserwować, współuczestniczyć w opracowywaniu materiałów i liczyć na profesjonalną pomoc i opiekę. W czasie samych szkoleń miałam niepowtarzalną okazję spotkać szereg ciekawych ludzi zajmujących się, zawodowo i amatorsko, kreowaniem idei, pisaniem i organizacją projektów międzynarodowych o bardzo różnorodnym charakterze oraz porozmawiać o ich doświadczeniach i wrażeniach dotyczących pracy z innymi narodami.

Po ok. trzech miesiącach intensywnych szkoleń z fundraisingu zajęłam się pracą nad realizacją projektu mojej organizacji goszczącej. W tym czasie przedsięwzięcie to zyskało aprobatę ministerstwa edukacji oraz mogło być dofinansowane ze środków Unii Europejskiej. Najpierw zajęłam się staranną analizą bazy edukacyjnej w dostępnych mi bibliotekach publicznych. Dokładnie przeanalizowałam pomoce dydaktyczne, takie jak: podręczniki, zbiory ćwiczeń, leksykony, płyty DVD, materiały do samodzielnej nauki języka obcego itd.

Zaczęłam również docierać do monachijskiej Polonii. Na targach pracy dla kobiet, gdzie moja organizacja miała swoje stoisko, poznałam Polki mieszkające w Niemczech szukające nowych kontaktów i szans nie tylko zawodowych, ale i możliwości pracy na rzecz innych. Z ich udziałem udało się rozprowadzić ulotki o organizowanym przez moją organizację kursie. Trafiłam do polskich kościołów, sklepów, barów. Zależało mi na tym, by dotrzeć do ludzi słabo wykształconych, często ciężko pracujących fizycznie za niewielkie wynagrodzenie i także tych próbujących stawiać pierwsze kroki w nowym kraju. Po rozmowach z nimi o warunkach ich pracy, problemach, z jakimi się borykają, doświadczeniach związanych z kontaktami z urzędami i niemieckimi pracodawcami ułożyłam program nauczania oraz dokonałam wyboru tematów.

Chciałam dać tym ludziom poczucie, że ten kurs jest stworzony wyłącznie z myślą o nich. Jego celem jest nie tylko nauka języka, ale i pomoc w pokonywaniu trudności dnia codziennego, nawiązanie nowych kontaktów i wzajemne wsparcie. Na spotkanie organizacyjne przyszła tak duża liczba osób, że musieliśmy zwiększyć liczbę planowanych grup. Ostatecznie stworzyliśmy 3 grupy zaawansowania na 3 różnych poziomach w 3 różnych możliwie dogodnych terminach dla około 70 osób. Na kursie pojawili się nie tylko Polacy, ale także Rosjanie, Ukraińcy, Hiszpanie, Chińczycy, Grecy i Arabowie.

W czasie swoich kursów na początku chciałam stosować metodę bezpośrednią. W grupie podstawowej, w której byli akurat sami Polacy, okazało się jednak, że bariera i lęk przed językiem są tak duże, że trzeba wspomagać się językiem polskim. Wykorzystanie języka polskiego pozwoliło na stworzenie atmosfery bezpieczeństwa i komfortu psychicznego. Musiałam bardzo starannie dobierać ćwiczenia i metody. Chciałam przede wszystkim otworzyć słuchaczy na język niemiecki i dać im poczucie swoistej wiary, że mogą się naprawdę wiele nauczyć i że nie jest to nic trudnego ani wymagającego specjalnego wysiłku.

Brak negatywnych ocen, bardzo subtelny sposób korygowania błędów miał wzbudzić w nich motywację i chęć do nauki. Większość z nich, mocno uwikłana w materialne problemy swoich rodzin, zatracała zupełnie siebie i swoje potrzeby. Zapomniała o tym, że często najpierw trzeba pomóc sobie, by później móc lepiej pomagać i wspierać innych. W tej grupie materiał realizowałam bardzo powoli, często stosując gry i zabawy językowe aktywizujące różne zmysły i podnoszące atrakcyjność oraz tempo zajęć. Stosowałam częste powtórki i podsumowania, grupowałam słownictwo wokół określonych tematów oraz prezentowałam je w powszechnie występujących kontekstach sytuacyjnych. Wykorzystywałam prezentacje PowerPoint zawierające zdjęcia przybliżające słownictwo. Nigdy nikogo nie zmuszałam do odpowiedzi. Mówili tylko ci słuchacze, którzy rzeczywiście chcieli. Podczas ćwiczeń bacznie obserwowałam wykonywane zadania, pomagałam i dodawałam odwagi. Często po zajęciach indywidualnie omawiałam zaobserwowane przeze mnie problemy.

W grupach bardziej zaawansowanych, gdzie byli również obcokrajowcy, mogłam stosować już metodę bezpośrednią. Tu również dbałam o atrakcyjność i tempo zajęć, stosując różne metody aktywizujące, wykorzystując scenki dialogowe z filmów czy piosenki. W tych grupach postawiłam na poprawną komunikację, tzn. musiałam w miarę subtelnie okiełznać często mocno niegramatyczny słowotok, jednocześnie nikogo nie urażając i nie podkopując wiary w nabyte już umiejętności. Na te zajęcia zapraszałam również swoje niemieckie koleżanki – nauczycielki, pracownice socjalne, studentki itd. Było to bardzo cenne doświadczenie dla moich słuchaczy.

Chciałam im dać możliwość swobodnego i szczerego porozmawiania z osobą niemieckojęzyczną. Kimś, kto nie jest ich pracodawcą ani urzędnikiem i – na zupełnie partnerskich zasadach – pomoże im zmierzyć się ze scenkami dialogowymi, doradzi w problemach z szukaniem mieszkania czy kłótliwym sąsiadem. Chciałam przełamać lęk i wzbudzić przekonanie, że dzięki językowi mogą budować przyjaźnie także wśród osób niemieckojęzycznych. Chciałam, by zobaczyli w Niemcach ludzi, a nie tylko pracodawców, którzy karzą, wymagają i oceniają. Myślę, że wielu moim słuchaczom faktycznie to pomogło.

W czasie kursu zapraszałam słuchaczy na różne imprezy organizowane przez moją organizację, takie jak mecz na Alliance Arena, targi książki połączone ze spotkaniem wielu kultur, akcje organizowane na rzecz pomocy dzieciom w Afryce itd. Imprezy miały otworzyć Polaków i inne narodowości na wspólną rozmowę i wzajemne poznanie się. Uświadomić im, że w Niemczech można nie tylko pracować, ale i żyć, przy okazji poznając – m.in. dzięki wspólnemu językowi – wiele innych kultur i tradycji. Można nie tylko zarabiać pieniądze, ale i cieszyć się życiem oraz odkrywać, ile radości może nieść ze sobą dzień powszedni.

Pobyt na Asystenturze Grundtviga w sposób zasadniczy zmienił moje podejście do wykonywanego przeze mnie zawodu nauczycielki języka niemieckiego. Przede wszystkim nauczane przeze mnie treści nigdy nie są zawieszone w podręcznikowej próżni. Zawsze staram się, by miały odniesienie do realnych zdarzeń, wymagań i warunków. Język obcy ma nade wszystko spełniać funkcje komunikacyjne. Nie budzić lęku, ale dawać poczucie bezpieczeństwa i komfortu za granicą w kontaktach z innymi ludźmi.

Odeszłam całkowicie od metody gramatyczno-tłumaczeniowej. Gramatyki jednak nie pomijam, raczej tłumaczę ją na podstawie konkretnych przykładów i sytuacji, które pozwalają uczącym się samodzielnie dochodzić do obowiązujących w języku reguł. Staram się również, by materiał, z którym pracuję, był na tyle aktualny i atrakcyjny, aby słuchacze czuli potrzebę aktywnego uczestniczenia w zajęciach. Mam świadomość, że powinien również dostarczać impulsu do spontanicznych reakcji i budzić przeświadczenie o jego sensowności i użyteczności w konkretnych sytuacjach dnia codziennego.