Wywiad z profesorem Woltonem

Numer JOwS: 
str. 30

Podstawowym warunkiem różnorodności kulturowej jest różnorodność językowa. Jeśli nie będziemy szanować różnorodności językowej, może dojść na świecie do wojny, ponieważ ludzie walczą o zachowanie własnej wizji Boga, historii, języka, pamięci - powiedział prof. Wolton w rozmowie z redakcją JOwS.

Wracając do frankofonii i jej święta, które obchodzimy 20 marca, co, Pana zdaniem, znaczy frankofonia dla Francuzów?

Paradoksem jest, że Francuzi nie interesują się zbytnio frankofonią. Są dumni, że są Francuzami, wiedzą, że zjawisko frankofonii istnieje, ale nie zajmują się tym. Frederic Martel, autor Mainstream mówi o wszechobecnym języku angielskim. I to jest nasz największy błąd. Społeczeństwo francuskie jest dumne z frankfonii. Innego zdania są elity intelektualne. Od dwóch, trzech pokoleń panuje przekonanie, że językiem uniwersalnym jest angielski.

Możemy mówić o pewnej zdradzie języka francuskiego przez elity kulturalne, naukowe i polityczne. Sądzę, że na swój sposób społeczeństwo bardziej dba o ten język. Na przykład dzień 20 marca, bardzo ważny, jest w niewielkim stopniu obchodzony we Francji. Tak naprawdę, jeśli wypowiesz się w mediach francuskich na rzecz frankofonii, będziesz postrzegany niemal jak prowincjusz i konserwatysta, a przecież jest zupełnie odwrotnie! Frankofonia to batalia przyszłości, a nie przeszłości…

Co powinniśmy zrobić, aby rozwijać naukę języków obcych we współczesnym świecie?

To powinien być obowiązek. Dzieci na całym świecie powinny uczyć się, jak już powiedziałem, czterech języków. Na razie uczą się dwóch, czasami tylko jednego. Na przykład w Chinach wszyscy uczą się angielskiego. Jeśli nie chcemy, aby globalizacja była tylko globalizacją w wymiarze gospodarczym, z dominującym językiem angielskim lub chińskim, musimy zachęcać dzieci do nauki innych języków. Przykładem może tu być Karta Frankofonii. Nie nawołuje ona do nauki jedynie języka francuskiego. Zapisy tego dokumentu w sposób jasny podkreślają kluczowe znaczenie różnorodności kulturowej oraz to, że w każdym kraju należy nauczać czterech języków.

Nie ma znaczenia, jakiego języka uczymy. Najważniejsze, by zrozumieć, że każdy język jest odbiciem pewnej wizji świata i że należy znać kilka takich wizji. Zrozumienie innych, dostęp do innych cywilizacji, innych kultur wymusza różnorodność językową, która warunkuje różnorodność kulturową. Bez różnorodności kulturowej globalizacja będzie odrzucona. Kultura to element, który nas konstytuuje.

Z punktu widzenia różnorodności kulturowej bardzo ważne są tłumaczenia. Jeśli chcemy zachować różnorodność kulturową, trzeba uznać, że najważniejszym przemysłem w świecie jest branża tłumaczeniowa. Od 30 lat postępujemy jednak dokładnie na odwrót: powtarzamy, że tłumaczenia zbyt dużo kosztują i dlatego komunikacja przebiega głównie w języku angielskim. Przykładem tego jest Europa, będąca największą demokratyczną i polityczną utopią świata. W jej strukturach teoretycznie obowiązują cztery języki robocze: hiszpański, niemiecki, francuski i angielski.

Pod pretekstem oszczędności często instytucje ograniczają się do j. angielskiego. Europa powinna być ostoją różnorodności kulturowej! Bo przecież Europa to 27 krajów członkowskich i ponad dwadzieścia języków. Jeśli w Europie zwycięży angielski, to zwycięstwo to wystarczy na 10 lat. Potem nastąpi bunt. Norwegowie, Grecy, Polacy odrzucą angielski. Kwestie językowe są bombą z opóźnionym zapłonem.  

W Polsce jest prawie 2200 nauczycieli języka francuskiego, zadowolonych, że wykonują właśnie ten zawód. Czasem jednak muszą walczyć o utrzymanie swoich miejsc pracy. Co chciałby im Pan powiedzieć?

Powiedziałbym, że nie ma polskiej tożsamości kulturowej i politycznej bez jednoczesnego podtrzymywania tradycji języka francuskiego. Dlatego, że polska tożsamość polityczna i historyczna oznacza otwarcie tego kraju na Europę i świat. Sądzę, że francuski nie przeszkadza w odbudowaniu polskiej tożsamości polityczno-kulturowej. Przeciwnie: jest środkiem do odnalezienia jej korzeni. Wierność językowi francuskiemu to także wierność polskiej tradycji. Dotyczy to w równym stopniu Europy Środkowej i Zachodniej, jak również Rosji.

Od XVIII w. język francuski uważany jest za język wolności i oznacza, dla tych, którzy go znają, dążenie do wolności i demokracji. Francja również prowadziła wojny. Trzy miesiące temu byłem w Moskwie. Co ciekawe, obchodzono tam dwusetną rocznicę zwycięstwa nad Napoleonem w 1812 r. Rosjanie jednocześnie nienawidzą Napoleona i cieszą się, że go pokonali. Przyznają jednak, że to on zaszczepił w Rosji ideę rewolucji. Podsumowując, myślę, że bycie dobrym Polakiem oznacza również obronę frankofonii.

W takim razie, czy możemy powiedzieć, że Francuz przywiązany do swojej ojczyzny powinien sprzyjać nauczaniu języka polskiego we Francji?

Oczywiście! To działa w obie strony. Jeśli Francja byłaby konsekwentna wobec swoich wartości, wobec różnorodności kulturowej, promowałaby naukę arabskiego, biorąc pod uwagę wkład krajów Maghrebu w historię Francji. To samo dotyczy języków azjatyckich, nie mówiąc już o niemieckim. Biorąc pod uwagę związki Francji z Polską, prawdą jest, że Francuzi powinni być bardziej wyczuleni na język polski. Jednak tak samo jak Francuzi nie interesują się zjawiskiem frankofonii, nie interesują się zbytnio innymi językami. Można to nazwać, jak kto woli: kompleksem wyższości, niechęcią do angielskiego, próżnością lub głupotą. Polacy powinni przeciw temu protestować. 

Spójrzmy na to szerzej. Od upadku komunizmu i rozszerzenia Unii Europejskiej do 27 krajów członkowskich, wkrótce 28 wraz z wejściem do UE Chorwacji, Europa wraca do swoich korzeni XV, XVI i XVII wieku. Nie do końca to sobie uświadamiamy. Myślimy opozycją: Północ/Południe, w którą wpisany jest konflikt kulturowy. Zapominamy o opozycji Zachód/Wschód. Ma to znaczenie dla Polski tak samo jak dla Czech, Rumunii i Węgier. Prowadzi to do konfliktu. Za kilka lat będziecie tak samo rozwiniętymi krajami jak my i będziecie chcieli mieć pełny wpływ na Unię, która nadal jest zdominowana przez Zachód. Musimy więc uczyć się wzajemnej komunikacji. Przed nami długa droga.

Dziękujemy za rozmowę.